 |
|
|
przez katya » Śr maja 27, 2009 08:51
Sylwia, a ja Ci chciałam podziękować serdecznie, że dałaś Arielkowi miłość i dom na ostatnie lata. Jesteś jedną z niewielu osób (mogę je zresztą policzyć na palcach jednej ręki), które powiedziały "Chcę psa, który nie ma szans na adopcję, może być bardzo stary, nie ma żadnej górnej granicy wieku". Nie zastanawiałaś się jak bardzo będziesz cierpieć, kiedy odejdzie. I był... wybrany sposród 700 psów - stary i głuchy poczciwy Arielek... Co więcej, podziwiam Cię za to jak w ostatnich tygodniach walczyłaś o niego, byłaś u tylu lekarzy, nawet w Warszawie i u ludzkiego hematologa - i wszystko tak spokojnie i konsekwentnie. Oboje byliście bardzo dzielni. A Arielek... zostanie z Tobą na zawsze. Jak mi powiedziała Ulaa z dogomanii, "to tylko ciało się zużyło"...
“Ofiarną i wytrwałą walkę z okrucieństwem wobec zwierząt uważam za walkę o godność, kulturę i wyższą cywilizację naszego społeczeństwa.” Maria Dąbrowska
-

katya

-
- Posty: 2673
- Dołączył(a): Wt paź 03, 2006 21:53
- Lokalizacja: Łódź
przez Ewelajna ;-) » Śr maja 27, 2009 09:18
Jejku... bardzo mi przykro. Samej mi łzy lecą...
Wiem, że musi Ci być teraz bardzo ciężko, ale sama zobaczysz, że z czasem ten ból odejdzie i będziesz potrafiła wspominać to, co dobre, widzieć te wszystkie pozytywne strony waszej wspólnej drogi...
Mimo wszystko trzeba cieszyć się i docenić to, że mógł być u Ciebie te dwa lata. To i tak było dla niego zbawieniem. Odszedł otoczony taką troską, opieką i miłością. Zrobiłaś dla Niego wszystko co można było zrobić... i na pewno był szczęśliwy, zwłaszcza, że wiedział co to znaczy życie schroniskowe. Czasem warto nawet cieszyć się z miesiąca... , bo chyba najgorsze to umierać samemu, pozostając obojętnym...
No i więcej nie napiszę, bo już nic nie widzę...
Trzymaj cię ciepło!!! Sercem jestem z Tobą!
-
Ewelajna ;-)

-
- Posty: 1221
- Dołączył(a): So kwi 25, 2009 10:13
- Lokalizacja: Łódź
przez jola » Śr maja 27, 2009 09:22
To prawda, takich osób jak Ty, Gajesiu rzeczywiście jest niewiele.
Ariel miał szczęście, że trafił na Ciebie,dałaś mu dom, miłość, spokój i poczucie bezpieczeństwa. Żył, dopóki mu starczyło sił do życia ale miał świadomość, że był kochany. I to jest najważniejsze w tej całej naszej walce o poprawienie losu bezdomnych, starych zwierząt. Nie umierają samotne, bezimienne...
-

jola

-
- Posty: 1818
- Dołączył(a): N lis 19, 2006 12:36
- Lokalizacja: Łódź
przez sukkubi » Śr maja 27, 2009 14:30
Przykro mi bardzo 
"Nikt tak nie docenia geniuszu zawartego w twoich słowach jak twój pies" - Christopher Morley
-

sukkubi

-
- Posty: 856
- Dołączył(a): Śr sie 20, 2008 10:17
- Lokalizacja: Łódź
-
przez magdalena maria » Śr maja 27, 2009 17:36
Nie wiem co napisać sensownego. Serce i tak nie posłucha..... Śledziłam wątek adopcji Ariela od początku i byłam pod wrażeniem jego psiego uroku i Twojej odważnej decyzji o jego adopcji. Stanowiliście wspaniałą parę!
Choć łez to nie wysuszy i bólu nie zmniejszy rozumiem Cię i myślami jestem z Tobą... Emocje muszą wybrzmieć, rozum im nic nie wytłumaczy.
Mnóstwo uścisków Sylwio.
-

magdalena maria

-
- Posty: 103
- Dołączył(a): N maja 03, 2009 20:48
przez gajesia » Śr maja 27, 2009 22:42
nie wiem co powiedzieć...po prostu dziękuję, za te wszystkie słowa, które sprawiają, że lżej jest na duszy
Tobie Kasiu dziękuję szczególnie, bo jak by nie było to Ty mnie utwierdziłaś w przekonaniu, żeby zaadoptować psa ze schroniska
wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to będzie Ariel
ale pamiętam jak go zobaczyłam w schronisku jak leżał zrezygnowany w swoim boksie. Nie podniósł nawet łba, tylko wodził za mną wzrokiem, bo mimo wszystko tliła się w nim jeszcze iskierka nadziei, że może jednak...Taki był ten mój Ariel, nigdy nie tracił nadziei.
I cieszę się bardzo, że Samowi też się udało...
I chociaż teraz mam w głowie tylko te ostatnie tygodnie, to pamiętam jak to było na początku, jakie to niesamowite uczucie patrzeć jak bardzo taki psiak ze schroniska potrafi cieszyć się życiem. Pamiętam też tę minioną jesień i zimę, kiedy Ariel tak bardzo odżył, biegał i szalał z moją Tosią, jak nigdy dotąd. taki był beztroski i szczęśliwy. Nie przypuszczałam wtedy, że to będzie jego ostatnia zima.
Potem zrobił się troszkę bardziej wyciszony, ale do końca nie pokazywał, że coś mu dolega. Może gdybym wcześniej zauważyła, że coś jest nie tak...I pamiętam ten dzień u weterynarza, kiedy okazało się, że musi mieć usuniętą śledzionę i że może nie przeżyć operacji.
Wtedy pierwszy raz przestraszyłam się, że go stacę, ale dzielny Ariel nie dał się tak łatwo.
A potem...potem miało być już tylko dobrze i było przez jakiś czas. Najgorsza w tej całej chorobie Ariela była ta bezsilność, że tak naprawdę nie było wiadomo co mu jest i jak mu pomóc. Może po prostu nadszedł jego czas i nic na to nie można było poradzić..
Myślę, że każdy kto przeżył odchodzenie ukochanego psa wie jak jest to trudne, ale cieszę się, ze mieliśmy ten czas, żeby się ze sobą pożegnać. Mój Binguś, którego kochałam tak samo mocno, zginął potrącony przez samochód, chociaż był młodym pełnym życia pieskiem. I chyba nie ma nic gorszego niż takie nagłe rozstanie. Dlatego nie trzeba się bać psiej starości, bo ona zdecydowanie mniej boli. Jest w tym coś pięknego i ważnego, że możemy psu towarzyszyć w tej wyprawie na tamtą stronę i po prostu być przy nim do końca.
-

gajesia

-
- Posty: 90
- Dołączył(a): Cz maja 10, 2007 21:55
przez Ewelajna ;-) » So maja 30, 2009 08:16
Mam nadzieję, że czujesz się choć ciut lepiej?
Zgadzam się z tym co napisałaś - chyba najgorsza jest nagła, niespodziewana śmierć. Tak jak w przypadku Sary, kiedy wydawało się, że będzie coraz lepiej, że może jeszcze być ciężko po samej operacji, ale to się przetrwa i później będzie już tylko dobrze... a tu...
No ale mimo wszystko, wiemy, że każda śmierć boli... Jeżeli ma się psiaka, którego kocha się pełnią miłości, traktuje się go jak członka rodziny zawsze cierpi się po jego stracie... Na szczęście ten ból nie jest wieczny. Z czasem się zmniejsza... Pozostaje jakaś tęsknota, ale te silne emocje ustępują... i można normalnie funkcjonować.
Może pomyślisz o uratowaniu jakiejś innej bidy, jeżeli oczywiście masz taką możliwość? To naprawdę pomaga...
Trzymaj się ciepło!
-
Ewelajna ;-)

-
- Posty: 1221
- Dołączył(a): So kwi 25, 2009 10:13
- Lokalizacja: Łódź
przez gajesia » N maja 31, 2009 16:14
dziękuję Ewelino,
rozmyślam sobie cały czas o moim Arielku i jakoś nie jest mi lepiej...może gdybym wcześniej zauważyła, że coś mu dolega, wszystko potoczyłoby się inaczej, ale niestety czasu już się nie cofnie...
Arielek śnił mi się wczoraj - stał na takim jakby pagórku i patrzył na mnie z góry swoją uśmiechniętą mordką i merdał ogonem,
chyba mu tam dobrze...
a co do nowego pieska, to na pewno, ale jeszcze nie teraz...
-

gajesia

-
- Posty: 90
- Dołączył(a): Cz maja 10, 2007 21:55
przez Ewelajna ;-) » N maja 31, 2009 20:17
To, że o nim myślisz to normalne... ja po śmierci Sary nie umiałam myśleć o czym innym... ciągle ryczałam i chyba dlatego już 3 dni po jej śmierci wzięłam Daisy, ciesząc się, a jednocześnie mając wyrzuty, że zdradzam moje Maleństwo.
No i też miałam 1000 myśli i wymyślanych win.... , mimo, że realnie nie powinnam mieć sobie nic do zarzucenia, bo przez dwa miesiące prawie nie wychodziłam z domu, aby miała jak najlepszą opiekę i nie była ani godziny sama itd. Na pewno byłaś dla niego najlepszą opiekunką, jaką mógł mieć!Niepotrzebnie człowiek wrzuca na siebie dodatkowy ciężar, tym bardziej jak nie jest nic winien. Staraj się tak nie myśleć! Na pewno zrobiłaś wszystko co mogłaś!
No i nawet Twój Arielek prosi Cię, żebyś już tak się nie smuciła i nie płakała!
Patrzył na Ciebie uśmiechniętą mordką i pewnie chciał powiedzieć "Nie martw się!U mnie wszystko w porządku, tylko o Ciebie się martwię!Masz się do mnie uśmiechnąć! Zawsze to robiłaś, gdy merdałem ogonkiem!"
Trzymaj się cieplutko!
Zobaczysz, będzie lepiej...
-
Ewelajna ;-)

-
- Posty: 1221
- Dołączył(a): So kwi 25, 2009 10:13
- Lokalizacja: Łódź
Powrót do Tęczowy Most
|
|
|