Podwórko niedaleko, a na nim trzy koty. Chude, zaniedbane, brudne. I niesamowicie ufne – od razu idące do rąk, ocierające się o kolana. Na trawniku brudny, chyba nigdy nie czyszczony talerzyk i pojemnik z wodą.
Pomyślałam, że może ktoś te koty wywalił albo karmicielka zachorowała.
Zaczęłam je dokarmiać i kombinować, jak by tu połapać towarzystwo na sterylki. Zwłaszcza, że jedna z kotek wydawała mi się podejrzanie zaokrąglona.
Mimo systematycznych wizyt nie udało mi się spotkać nikogo, kto mógłby mi powiedzieć, skąd te koty się wzięły, czy ktoś je karmi, czy miały dom? Zastanawiała mnie ich ufność – one szły dosłownie do każdego.
Dzięki pomocy koleżanki w czwartek złapałyśmy „podejrzaną” kicię na sterylkę (ogromne dzięki dla Oli i Marty, która zgodziła się kicię przechować).
Wieczorem poszłam nakarmić pozostałe koty i tym razem niespodzianka – spotkałam panią, która tam mieszka i dowiedziałam się, że zna te koty i podobno są dokarmiane. Na dole jest piekarnia i tym ludziom zależy, żeby koty były, bo są gryzonie.
Ci ludzie są w sumie przyjaźni, tylko niestety mało świadomi. Koty są podobno karmione, ale tak jak pisałam, nie bardzo to po nich widać (pewnie mają robaki, no i rodzą co chwilę). No i karmienie polega raczej na wyrzucaniu resztek (wczoraj i dzisiaj były ziemniaki, skórki od pomidora, flaki z kiełbasy… Dzisiaj nic). Chociaż jedni państwo dają kocie puszki. Tyle że chyba sporadycznie. Sprawa sterylek – nawet nie są tak zupełnie na nie, ale przynajmniej jedną kotkę chcieliby zostawić płodną. Bo „fajnie jest odchowywać kociaki”. Ile miotów przeżywa? Mało który. Mała Szara „jest dobrą matką”, więc jej kociaki częściej przeżywają. Oni im znajdują domy – „ale w tym roku oddali i ten ktoś wywiózł do schroniska, bo miały koci katar).
Koty pcheł na pewno nie mają „bo jakby miały, toby już na nas przeszły”.
Jedna z kotek jest długowłosa, drapie się jak nieszczęście, jest skołtuniona.
Nie wiem za bardzo, co robić – sterylki na pewno, ale co dalej? Nie zastanawiałabym się, gdyby one nie były takie oswojone. Ale one idą dosłownie do każdego. Straszne przylepy. I zabiedzone okrutnie. Z drugiej strony, jeśli te wyadoptujemy, to na podwórko trafią inne, niesterylizowane. Może gdyby tych ludzi trochę pouświadamiać, żeby lepiej o nie dbali?
Dowiedziałam się też, że jedna z kotek ma kociaka (malutka, drobniutka Mała Szara – tak ją nazywam). Kociak ma 1-2 tyg., jest pod kratką przy okienku piwnicznym. Miejsce jest nieosłonięte, a obok pijalnia piwa





















