przez jola » Pn maja 16, 2011 19:02
Jadzię zobaczyłam pierwszy raz już u mnie w domu, przywiozła mi ją Kaja, która tak wcześniej o niej pisała:
" Babulinkę zobaczyłam w pawilonach..cały czas leży zwinięta w kłębuszek, tak bardzo boi się większych psiaków, jej wspólkatorów...
W schronisku nie ma szans na adopcje a widać że malutka kompletnie się poddała. Leży tak tylko , wtula malutki nosek w ogonek..i czeka....tylko na co??? "
I zostałam domem tymczasowym dla Jadzi. W sumie śmiesznie to teraz brzmi, bo większość naszych znajomych działających w fundacji wie, że zwierzaki trafiające do nas (do mnie i Natalii) zawsze zostają na stałe, ale co tam, nieważna nazwa, najważniejsze, że sunia była bezpieczna. Przyjechała 17 grudnia 2006 r i została z nami.
Nie powiem, że jej wejście do domu nie zrobiło na mnie wrażenia. Weszła tak, jakby wróciła z 15 minutowego spaceru, machając puszystą kitą zwiedziła całe mieszkanie, gościnnie skorzystała z miseczki z wodą Szkielecia, który ze zdumienia nawet nie zareagował, pomachała radośnie ogonem do przyglądającej jej się z boku kotki Żaby, przywitała się ze mną i akceptując zaistniały stan rzeczy ułożyła się wygodnie na posłaniu Szkieletka.
To był jej dom, wiedziała o tym.
Nie miałam z nią żadnych problemów, to jest właśnie najlepsza strona posiadania starszego psa. Docenia to, że ma własne posłanie, zawsze pełną miseczkę ,nie gryzie, nie psoci, nie niszczy, jest wierny do bólu, na spacerach pilnuje właściciela nie odchodząc dalej, niż na kilka metrów, umie zachować w domu czystość, co tu dużo mówić, starszy pies to ideał.I taka była Jadzia.
Od razu akceptowała nowoprzybyłe do nas zwierzęta, matkowała wyniszczonej chorobami młodziutkiej bigielce Polusi, tolerowała szaleńcze zabawy dorastającego Felka,nie reagowała na bezustanne przytulanie się do niej naszego kota Lesia, Dakotę-Bubę,kolejną kotkę potraktowała jak członka rodziny.W międzyczasie pożegnała wraz z nami Szkielecia i Skowronię.
Ze Skowronią była oddzielna historia.Ta niewidoma i głucha jamnicza staruszka mieszkała z nami rok i niestety, nie polubiły się z Jadzią, często dochodziło między nimi do spięć.
Tak wtedy opisywałam to na wątku Skowroni:
"Jadźka ma przewagę bo jest ciut młodsza i większa,Skowronia stara się, jak może, żeby jej dorównać w zawziętości i głośnym szczekaniu ale gdy dopadają siebie na moment to Skowronia od razu traci równowagę i przewraca się,a Jadźka usiłuje dalej szarżować.Nie wiem, kiedy im ta wzajemna nienawiść czy zazdrość przejdzie,jak na razie trzeba je ciągle pilnować, by nie zbliżały się do siebie bo to moment tylko, jak zaczyna się awantura. I nie mogę powiedzieć, że zawsze inicjatorką tych awantur jest Jadźka, Skowronia niestety też zaczyna... "
No i był jeszcze Raster, pies naszej sąsiadki, jego też Jadzia nie lubiła a on jej się bał straszliwie. Trzeba było to widzieć, jak Jadzia widząc Rastera-sznaucera olbrzyma, biegła z szybkością przekraczającą światło z żądzą zagryzienia go na śmierć, a Raster ile sił w nogach umykał jak najdalej. Oczywiście doganiała go i wtedy cały entuzjazm i chęć mordu z niej opadały, poszczekała tylko swoim piskliwym głosikiem i wracała grzecznie do mnie.
I tak trwałyśmy spokojnie w naszej zwierzolubnej rodzinie.Czas jakiś temu Jadzia zaczęla zapadać na zdrowiu, stwierdzono u niej utajoną niewydolność nerek, dokuczały jej zmiany na kręgosłupie, miała już około 17-18 lat. Od listopada była codziennie nawadniana kroplówkami, które miały za zadanie wypłukiwać toksyny i mocznik,na początku robili to lekarze, później robiła to Natalia pod stałą kontrolą wet. Były dni lepsze i gorsze ale zawsze nawet po tych gorszych Jadzia się podnosiła.Do ostatniego tygodnia.Walczyliśmy wszyscy,niestety,w sobotę 14 maja moja ukochana Jadzia odeszła.
Pochowałysmy ją na Cmentarzu dla Zwierząt przy ul. Malowniczej, leży w jednej alejce ze Skowronią ( na szczęście w odpowiedniej odległości).Mam nadzieję jednak, że tam, dokąd poszła, nie ma waśni i nienawiści między zwierzętami, że Szkielecio i Skowronia wyszły po nią i przeprowadziły ją przez Tęczowy Most, do którego ja ją doprowadziłam.Mam nadzieję, że jest wreszcie zdrowa i sprawna, jej chudziutkie nóżki wypełniły się znowu mięśniami i biega sobie i szczeka, jak każdy zdrowy psiak.Mam nadzieję, że jest szczęśliwa
i kiedyś przybiegnie po mnie i przywita razem ze Szkieleciem, Skowronią i innymi psami, które pożegnałam. I mimo wielkiego smutku jestem już spokojna bo wiem, że pomogłam jej odejść wtedy, gdy nadszedł ten czas.