Jakieś dwa tyg temu dostałam telefon od Pani która szukała rocznej kotki (Moniko jeszcze raz wielkie dzięki że dałaś namiary na mnie

). Przesłałam zdjęcia Bagiry i Loli. Ustaliłyśmy szczegóły przez telefon po czym pojechałam na wizytę przedadopcyjną. Bagira miała zaklepany dom czekaliśmy tylko na koniec kwarantanny po szczepieniu.
Ale kilka dni przed adopcją dostałam telefon że jednak całą rodziną zadecydowali o wzięciu obu kotek

To był wspaniały pomysł i nawet nie śniło nam się że dziewczyny pójdą do jednego domku. W tym miejscu muszę napisać że Lola i Bagira są wielkimi przyjaciółkami i bardzo lubią razem się bawić. Ale wspólna adopcja była spełnieniem marzeń i nawet nie liczyliśmy się tą opcją choć Olga bardzo nie chciała rozdzielać koteczek.
Na Bagirę i Lolę czekała cała rodzina: Pani Zofia z mężem, córka i wnuczek z dziewczyną Ludwiką (posiadaczką 5 kotów

). I jeszcze Esil (przepiękna suczka owczarka szkockiego):
Odwiedziliśmy po drodze lecznicę aby się upewnić że koteczkom nic nie dolega (co oczywiście było formalnością bo widać jakie dziewczyny są zdrowe i pełne wigoru).
Byłyśmy pewne że Bagira z miejsca się oswoi jako że zawsze pierwsza pchała się na kolana nawet obcym ludziom. Lola jest trochę bardziej niezależna i nie wiedziałyśmy ile będzie potrzebować czasu by poczuć się pewnie. Esil nie miała nigdy do czynienia z kotami więc i dla niej było to przeżycie.
I tu kiciule nas wielce zdziwiły. To Lola była pewna siebie, nie uciekała, nie bała się. Od razu pokochała schody gdzie po prostu ułożyła się i bez krępacji zaczęła wieczorną toaletę

Gdzie by nie była musi przecież być czysta (szczególnie że po drodze się jej zwóciło małe co nie co

):
Potem ucięła sobie małą drzemkę:
Za to Bagira czmychnęła na piętro i słuch o niej zaginął na ładne kilkadziesiąt minut. Znalazła się dopiero kiedy ,,ochrzciła kołderkę'' jak to ładnie Pani Zofia nazwała

Po wyciągnięciu jej zza łóżka i nachalnym głaskaniu doszła jednak do wniosku że chować się nie trzeba. Lola nawoływała ją z dołu i Bagira zdecydowała się na przechadzkę. Jej też schody przypadły do gustu:
Potem zdecydowała się na zwiedzanie swojego nowego miejsca zamieszkania. Najpierw fotel:
Potem parapet (chciała sobie powyglądać ale było już za ciemno...):
Największy stres miała Esil: bo chciała powąchać te nowe domowniczki ale one się jej nic a nic nie bały. To ją trochę niepokoiło

W końcu mogła zaspokoić swoją ciekawość:
Dziś dzwoniłam do Pani Zofii. Koteczki mają się bardzo dobrze. Nie rozrabiają nadmiernie i dzielnie korzystają z kuwetki. Mają dom, ludzi którzy są cały czas, psa do ganiania

a za parę tygodni będą wypuszczane do ogrodu. Życie jest piękne
