News, w który sama jeszcze nie dowierzam..............
W sobotę zawieźliśmy Baszkę (+ jego stan posiadania) do nowego domku. Tak się dogadaliśmy z domkiem, że po rozmowach ruszamy, sprawdzamy, poznajemy się i jeśli którejkolwiek stronie coś nie zagra wracamy z Baszą. Basza nie wrócił z nami. Zagrało wszystko.
Chciałam dla niego domku, gdzie będzie w warunkach mieszkaniowych, gdzie będzie miał stały kontakt z człowiekiem, a i dostępność do przychylnych mu zwierząt, gdzie będzie i chciany i kochany. Wszystko na to wskazuje, że tak właśnie się stało.
Pani Baszki wie, że o dowolnej godzinie dnia i nocy może dzwonić, że na ile tylko zdołam służę pomocą, że w każdej chwili bez jednego kwęknięcia wrócę po Baszę, wystarczy tylko słowo. Mam nadzieję, że dzięki temu domkowi Basza choć częściowo nadrobi czas, że nie zabraknie mu atrakcji, że wybawi się za wszystkie czasy i doświadczy miłości, na którą zasługuje, jak zresztą każde stworzenie.
I my i Basza zostaliśmy przyjęci cudownie, bardzo ciepło, bez sztuczności, tak po ludzku, tak jak sobie to wymarzyłam. Czy się boję? Jak diabli, bo nie wyobrażam sobie, by włos z ogona miał spaść Baszy (a poza tym Basza to pierwszy pies, któremu udało się opuścić mój dom ) ale zaufałam i mam nadzieję, że każdy kolejny dzień będzie umacniał mnie w wierze, że to był strzał w 10tkę.
Z otrzymywanych relacji jestem więcej niż bardzo zadowolona więc... bajko trwaj i nigdy się nie kończ. Jestem z domkiem w stałym kontakcie, w gardle klucha ze wzruszenia, bo ten dom to taka mini Arka Noego, a sam "Noe" z przeogromnym sercem dla wszelkich żywych istnień.