Po krótkiej naradzie z zaprzyjaźniona kociarą wylądowałam z nim w lecznicy "Sowa". Oczywiście cały czas miałam nadzieje, że kotka uda się uratować!
Wstępna diagnoza: odwodnienie, powiększone nerki, fatalny stan dziąseł. Pobrano mu krew do analizy.
Został na kroplówkę, a ja wróciłam do domu. Umówiłam się, że zadzwonię późnym wieczorem, gdy będą juz pełne wyniki badań.
Niestety wkrótce po powrocie do domu odebrałam wiadomość z lecznicy, która ścięła mnie z nóg - niewydolność nerek oraz zakaźne zapalenie otrzewnej.... To był wyrok.
Nazwałam go Szaruś, może nigdy wcześniej nie miał imienia? Nie odszedł bezimienny. Nie konał w męczarniach. Tylko tyle mogłam zrobić dla tego pięknego zwierzątka.
Byłam z Nim tylko około 1,5 godziny. W sercu jednak pozostanie na zawsze.....





















