Dziś nad ranem umarł Czarny, kocur z Kaszyńskiego...
Jeszcze w piątek, tuż przed umieszczeniem go w kontenerku podszedł do mnie i tak, jak zwykle robi to Leśka, podbił mi głową rękę,oczekując na głaski...Niby dziki kot a jednak nie taki dziki...Pierwszy przychodził do jedzenia nerwowo oczekując pełnej miseczki, jadł niewiele, chudl coraz bardziej...Gdybym wcześniej wiedziala co mu się stało, może dałoby sie go uratowac, gdybym tylko wiedziała...
Śpij spokojnie czarna chudzinko, tak mi przykro...



















