Był sobie piesek, przeżył bardzo ciężką chorobę nosówkę. Zycie zostało mu podarowane po raz drugi. Przeżył kwarantannę w schronisku. Nie dawał sobie rady w boksie z innymi psami, trochę go podgryzały, czasem przeganiały z kąta w kąt, ale on nie narzekał. Zawsze uśmiechnięty, o ile pieski się usmiechają? Nosówka zostawiła ślady w postaci drżacej nie w pełni sprawnej łapki. Wolontariusze ze schroniska uprosili pracowników aby psinek mógł zamieszkać w tej placówce jako tzw. rezydent - piesek wolny, mieszkajacy poza boksem. Łapka miał miesiąc pięknego wypełnionego życia. Wszyscy go pokochali. Szukali mu domu z wielką energią, ale los chciał inaczej. Pewnego dnia Łapka wybiegł za daleko i
nieostrożny kierowca potrącił go. Piesek nie przeżył. Morze łez jakie
wszyscy wylali nie ukoiło bólu. Był taki słodki, taki posłuszny, tak kochał
ludzi. Dlaczego nie dane mu było żyć i cieszyć się zyciem? Tego się nie
dowiemy, ale przez pamięć jego starajmy się pomóc innym. Oby nie było za poźno.
Biegaj sobie Łapeczku po zielonych łąkach, i moją Babulizdą się koniecznie zaopiekuj...ona taka malutka jest....
[']['][']