Mam kociaka od ponad miesiąca (ma teraz około 3 miesięcy z hakiem).
Bardzo obawialiśmy się jak przyjmą go nasze psy - czy przypadkiem nie zrobią mu żadnej krzywdy. Okazało się, że Blacki, który ganiał koty przez całe życie... naszego kota co najwyżej by zalizał, a tak naprawdę Bazyli (kotek) świetnie sobie z nim radzi. Ma ochotę na mały "prysznic" - nie ma problemu, jak jej nie ma wystarczy, że wysunie wszystkie pazurki i już pies się wycofuje.
Szkoda mi tylko mojej Daisy. To duża suka..., ale tak łagodna, że kot w ogóle nic sobie z niej nie robi. Ona ma tylko i wyłącznie przyjacielskie nastawienie... piszczy, merda ogonkiem, jakby chciała się z nim bawić. Dodatkowo bardzo uważa, żeby go nie nadepnąć. On natomiast czy ona próbuje do niego podejść czy tylko położyć się w pomieszczeniu, gdzie obecnie znajduje się Bazyli zaraz zostaje zaatakowana - skacze jej na pysk, skacze na nią, łapie ją za ogon... jak kot leży na schodach, ona boi się nawet obok niego przejść, żeby zejść na dół.
Ciekawa jestem czy to mu przejdzie, czy jak będzie dorosły może być jeszcze gorzej. Czasem biorę go na ręce i podchodzę do Daisy, tak, żeby jej nie udrapał, chcąc mu pokazać, że nie jest jego wrogiem, niczego złego mu nie robi i nie musi z nią walczyć...
Biedna moja dziewczynka nawet już boi się spać u mnie w pokoju, bo to rezydencja Zylka
Z Blackim jest ok, bez powodu go nie atakuje (choć Blacki za nim gania i czasem jest namolny) a ją wciąż, taką grzeczną i zupełnie niewinną... Nie chciałabym, żeby kiedyś przypadkiem zrobił jej krzywdę... rozdrapał jej nos, albo trafił na oczy....
Czy można cokolwiek spróbować zrobić?
Szkoda mi jej bardzo, bo już tak wiele musiała przejść... te pogryzienia w schronisku, a ona nie ma w sobie cienia agresji... z każdym psem chce się bawić, do każdego merda ogonem... do kota nawet sama nie podchodzi...


















