|
|
|
 |
|
 |
 |
|
|
przez katya » Pt lis 07, 2008 00:31
Pewnego razu Pan Bóg przechadzał się po Rajskim Ogrodzie. Nagle za krzaka wyszedł Diabeł: - Słyszałem, że stworzyłeś człowieka... - zagadnął Szatan. - Tak, już żyje na Ziemi. Może mieć partnera i dzieci, na razie uczy się rozpalać ogień i budować miejsce na nocleg, ale za tysiące lat będzie władcą całego globu. - I co z tego - prychnął Diabeł - nawet za te tysiące lat i tak będzie SAMOTNY. Zasępił się Pan Bóg, podrapał w długą, siwą brodę i powiedział: - Więc stworzę mu przyjaciela! Wybiorę jedno ze zwierząt, które uczyniłem, aby go strzegło i było mu poddane, ale jednocześnie oddało mu całe swoje serce. - To niemożliwe! - Diabeł się roześmiał i gdzieś przepadł. Pan Bóg natomiast zwołał zwierzęta z każdego gatunku i wybrał PSA. - Odtąd będziesz ogrzewał człowieka swoim ciepłem, uspokajał spojrzeniem, kochał z całego serca, nawet, kiedy on Cię znienawidzi. - Dobrze - odparł dobry pies. - Chociaż będziesz musiał znosić wszystkie upokorzenia, staniesz się też jego najlepszym przyjacielem. To bardzo zaszczytna rola. Niestety Twoje serce będzie musiało bić dwa razy szybciej i nie będziesz mógł żyć długo - najwyżej 15 - 20 lat. - Ale powiedz mi, czy człowiek nie będzie cierpiał, gdy odejdę do Ciebie? - Właśnie o to chodzi. - Jak to? - zdumiał się pies. - Będzie cierpiał i będzie wiele dni nie utulony w bólu. Ale to Ty nauczysz go odchodzenia i przemijania, Ty nauczysz go kochać i odchodząc zostawisz wielką miłość w jego sercu. Jesteś aniołem, którego powołałem, aby niósł radość i nadzieję, ale także uczył wiecznego prawa przemijania, aby ludzie wierzyli, że po ich życiu, jest życie TUTAJ. Kiedy to zrozumieją, nie będą płakać, bo będą wiedzieć, że spotkają Ciebie znów. I w ten sposób Pies stał się aniołem, który przybrał skórę zwierzęcia i trafił na ziemię, aby uczyć Człowieka miłości, wierności i przyjaźni, ale także przemijania. Nauczyć, że jest TU i TERAZ, ale także TAM i POTEM...
Anna Starek
poprostuania(at)gmail.com
dogomania.pl/forum
“Ofiarną i wytrwałą walkę z okrucieństwem wobec zwierząt uważam za walkę o godność, kulturę i wyższą cywilizację naszego społeczeństwa.” Maria Dąbrowska
-

katya

-
- Posty: 2672
- Dołączył(a): Wt paź 03, 2006 21:53
- Lokalizacja: Łódź
przez Ewelajna ;-) » Śr maja 13, 2009 12:23
Piękne i prawdziwe.
Pies zawsze kocha, mimo wszystko...
Człowiekowi często niestety, do tego daleko ;(
Często jego miłość jest miłoscią "za", a nie "mimo wszystko".
Są oczywiście, jak zwykle odstępstwa od tej reguły
I dzięki temu nasz świat może stawać się choć o odrobinę lepszy 
-
Ewelajna ;-)

-
- Posty: 1221
- Dołączył(a): So kwi 25, 2009 10:13
- Lokalizacja: Łódź
przez alana » Cz maja 14, 2009 16:54
normalnie się popłakałam....w pracy!!!!! że też wcześniej tego nie doczytałam...
-

alana

-
- Posty: 54
- Dołączył(a): Pn gru 08, 2008 21:18
- Lokalizacja: Tychy
przez Teresa Sielska » Pn lip 13, 2009 08:09
Uczyły mnie miłosci od zawsze, kiedy byłam dzieckim towarzyszyły mi w kazdym dniu, o kazdej godzinie. Były najlepszym kompanem zabaw i powiernikiem sekretów, nigdy mnie nie zdradziły i nie zawiodły.
Gdy dorosłam, nie przestałam cenić ich oddania i miłości - Agata była najlepszą niańką dla moich dzieci, na każdy ruch, kwilenie dla mnie niesłyszlane, reagowała pierwsza - z troską zaglądała do wózeczka i wołała mnie cichutko (skąd wiedziała, żeby nie szczekać ?) Odeszła do Psiego Nieba przez ludzką głupote, przezyła ze mną 16 lat. Nastepną Agatę przyniesiono do mnie w środku mroźnej zimy, chociaż w domu była juz kotka Kicia - ta bida również została. Tak jak jej poprzedniczka była dla mnie i dla moich dzieci wspaniałym przyjacielem. Po 14 latach odeszła, przezyła tylko 1 dzień po operacji ropomacicza.
Panczo, Panczo trafił do mnie jako ślepe szczenię uratowane przez mojego syna przed utopieniem, psie niemowlę, cudowna płowa kuleczka pijąca mleko, później kaszkę z pipety. Wyrósł na niezłego "rebelianta", tak jak jego imiennik Panczo Villa - kochał wszytkich i wszystko, co żywe - tryskał energią i chęcią życia i widocznie bardzo się również podobał tam na Górze, bo wrócił do Psiego Nieba, a najpierw nauczył mnie pokory i zgody na nieuchronność losu. Pozwoliłam mu odejść, chociaż nie bez walki, nie godziłam się na to, byłam wściekła, czemu właśnie ON; moja radość, moje słoneczko - mój aniołek... Przegraliśmy walkę z chorobą, opuścił mnie... Odszedł za Tęczowy Most, a może tylko zmienił skórę i wrócił do mnie w ciele Kaczorka?
Po śmierci Pancza i we mnie coś umarło, zaparłam się na całe trzy i pól roku, nie chciałam żadnego innego psa, ale.... ale... natury nie zmienię choćbym bardzo się starała. Stało się, przeczytałam, że w łódzkim schronisku panują okropne warunki, jest przepełnione i psy błagają o przygarnięcie, o dom - o szasnę na życie. Tak trafił do mnie Kaczorek. Miał być 5 letnim basetojamnikiem, a okazał się 15 letnim prawie-jamnikiem. Po badaniu okazało się, że nie ma zdrowego organu, a przede wszystkim ma bardzo chore serduszko - wet. stwierdził, że pożyje może 3 miesiące - ale Kaczorek na złość złemu losowi był ze mną trzy lata, wspaniałe spokojne lata, spędzone na wzajemnej opiece i miłości. Odszedł tak cichutko, jak żył - 6.01.2009 zasnął w swoim kojcu, czując naszą obecność i troskę.
"Miłość do zwierząt jest "genetycznym bagażem" niesionym przez pokolenia, przekazywanym z dziadków i pradziadków na dzieci i wnuki"
Mogę mieć tylko nadzieję, że moim dzieciom przekazałam rółwnież wrażliwość na los zwierząt, miłość do nich i szacunek.
ratując jednego psa nie zmienisz świata, ale świat zmieni się dla tego jednego
-
Teresa Sielska

-
- Posty: 18
- Dołączył(a): Cz lip 02, 2009 08:20
- Lokalizacja: Ząbkowice Śląskie
Powrót do Tęczowy Most
|
|
|
 |
|
 |
|
|