Czy moglibyśmy coś dla tej Kici zrobić? Może jakiś szpitalik chociaż?
Nie wiem co czują koty. W jaki spsób przyjmują kolejne dni. Nie umiem sobie wyobrazić, tego co stało się Jovance, białej kotce. Jej historia jest tajemnicą pełną znaków zapytania. Jak się stało, że Jovanka ubrana w szeleczki lubb obrożę znalazła się sama bez opieki? Czy była kotką wychodzącą i pewnego razu po prostu nie powróciła z kociej włóczęgi? Czy została porzucona lub wyrzucona przez człowieka o kamiennym sercu? Jak długo musiała się błąkać po łódzkich ulicach, zanim szeleczki czy obroża wrosły się w jej szyję? Jak bardzo musiała cierpieć, kiedy kawałek materiału łączył się z tkankami jej kruchego ciała?Kiedy najprawdopodobniej dostała wylewu z powodu ucisku na tkanki? Czy miauczała? Czy prosiła? Kto się nad nią ulitował i zanióśł do schroniska? Nie jestem sobie w stanie wyobrazic innych odpowiedzi an to pytanie, niż to, że to zwierzę bardzo cierpiało, bardziej niż możemy sobie to wyobrazić. Często mówimy, : " to przechodzi ludzkie wyobrażenie". Moje na pewno, kiedy zobaczyłam tego kota, po raz pierwszy , przeraźliwie smutnego, z otwartą raną na szyi, osłabionego. Potem było juz lepiej, aczkolowiek rana średnio wygląda. Jednak jaki los czeka Jovankę w schronisku? Nie wiem, czy koty marzą, czy maja jakieś oczekiwania i nadzieje, kiedy jednak patrzę na Jovankę, spokojnie obserwującą otoczenie, widzę mądrą kotkę, która wiele przeszła, myslę, że zasługuje na cud, tak jak zresztą każdy cierpiący kot na niego zasługuje.
Dodałąm, zdjęcia, przepraszam za drastyczność zdjęcia szyi, ale takie są fakty.




Jovanka...
za każdym pobytem w schronisku pierwsze kroki kieruję do Jovanki
witam się z nią, głaszczę drobne ciałko, patrzę czy rana się goi
od kilku miesięcy, bo tyle czasu koteczka tam przebywa, niewiele się poprawia
w ubiegły piątek byłam w schronisku... kicia miała nowy opatrunek, pod nim lekarstwo, wet dba o nią bardzo, ale tylko tak, jak pozwalają na to warunki schroniska Kotunia ma swoją osobną klatkę, w niej czyściutko, jedzonko, rana jest opatrywana, dogladana, ale ona potrzebuje domu i bardzo specjalistycznej opieki.
Podczas ostatniej wizyty w schronisku rozmawiałyśmy o niej z panią weterynarz, Magija mówiła o swoich doświadczeniach w leczeniu kotów laserem - taka terapia na pewno pomogłaby Jovance, ale przecież w schronisku to niemożliwe
Przez te kilka miesięcy pobytu w schronisku kiciunia siedzi cały czas w małej klateczce, boję się czy nie ma już np. zaniku mięśni, bo przecież w ogóle nie chodzi, rana ciągle paprze się, nie goi
Jovanka to obraz naszej bezsilności - w naszych domach pełno i jeszcze więcej
Znalezienie domu dla takiego kota graniczy z cudem
Boimy się bardzo, że nikt jej już nie pomoże...
Może dlatego tak długo trwało, zanim pojawił się jej wątek





















