FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Zaloguj  Zarejestruj  
Fundacja Niechciane i Zapomniane - SOS dla Zwierząt - Strona główna forum   

Tęczowy Most -> Judek za tęczowym mostem....


Psiaki, które za szybko odeszły...przekroczyły Tęczowy Most...

Moderatorzy: katya, nata


Judek za tęczowym mostem....

Postprzez Tusia » Pn lut 01, 2010 21:47

Judek całe swoje życie spędził bezpiecznie w domu swojej właścicielki. Miał kolegę (czarnego kocurka) i swoją jedyną ukochana Panią. Był kochany, bezpieczny, głaskany, najedzony i szczęśliwy. I po 10 latach tego cudownego życia, kiedy jakiekolwiek zmiany się w zasadzie nie zdarzały, gdzie wszystko było przewidywalne i spokojne cały jego świat się zapadł pod ziemię. Właścicielka umarła, koty wylądowały w schronisku.
Judek i jego ,,braciszek'' trafili do piekła. Do miejsca gdzie nikt nie głaskał, nie kochał, nie pieścił. Gdzie wszystko było obce, inne, nie takie. Jak musi się czuć kot który całe swoje życie spędził w mieszkaniu z jedna osobą i nagle trafia do schroniska?
Oba kocury postanowiły odejść śmiercią głodową. Czarny braciszek zmarł, biały w wigilie schroniskową trafił do mnie.
Nigdy nie widziałam tak chudego kota który z taką stanowczością chciał odejść na zawsze. Na zdjęciach tego nie widać ale na Judku sterczała każda kosteczka, żebra, miednica... Ten kot nie miał nic prócz skóry i kości. Nie wiem nawet gdzie miał organy wewnętrzne. Palcem wskazującym i kciukiem można było objąć mu kręgosłup miedzy klatką piersiową i miednicą i nie było tam nic po za skórą. Kiedy w końcu zaczął nadstawiać brzuszek do miziania okazało się że nie ma niczego co można by nazwać jamą brzuszną. Pod skórą na brzuchu był tylko... kręgosłup.
Pierwsze dni Judka w domu nie były obiecujące. Kot nie dawał się wyciągnąć z kontenerka czy swojej budki, zakopywał się w kocyki tak żeby nie było go widać, syczał. Nie jadł, nie chciał pić, nie chciał żyć. Wyciągnięty na siłę wciskał gdziekolwiek głowę i udawał że wcale go tam nie ma. Widać było wyraźnie ze jedyne czego pragnął to ciszy i spokoju aby mógł odejść za swoją Panią.
Największy problem stanowił brak apetytu. Czego myśmy mu nie kupowali, karmę weterynaryjną, wyszukane puszeczki. Judek zjadał najwyżej dwa kęsy po czym z obrzydzeniem odwracał się chudą dupinką. Przełom nastąpił dopiero po zaproponowaniu posiekanego mięsa z kurczaka i posiekanej na drobniutko wątróbki. To było to! Od tego czasu jest już tylko lepiej. Judek nie tylko zaczął jeść ale też głośno domagać się swojej porcji. Żeby nadrobić stracony czas był karmiony po 4-5 razy dziennie. Przeszedł też etap kiedy koniecznie musiał spać z nami w łóżku co było dosyć kłopotliwe kiedy akurat miał biegunkę... (tu podziękowania wielkie dla mojego TŻ-ta za cierpliwość :mrgreen: ).
Na szczęście inne koty i psiaki dosyć szybko go zaakceptowały. Po jakimś czasie przeniósł się do królestwa kotów (czyli na szafy w przedpokoju i łazience) gdzie konkuruje z Inką o miejsce do spania na pudełku od maszyny. Okazał się być bardzo kochanym kotem, lubiącym pieszczoty, kontaktowym. Ale jego ulubione zajęcie to spanie. Jego wiek daje o sobie znać.
Na razie ładnie przytył, waży już prawie trzy kilo. Co dziwne nie specjalnie to po nim widać. Jedyna zmiana to brzuszek. Judek jednak ma takie rzeczy jak jelita, wątroba, pęcherz i żołądek. Teraz można go miziać i nie trzeć po kręgach :rotfl: Ale gdzie wcześniej miał te organy? Pozostanie zagadką...
W międzyczasie przerobiliśmy jeszcze poważne zapalenie pęcherza (bardzo krwiste) oraz cały czas leczymy Judka na grzybicę. Z tego powodu znów stał się ciut bardziej płochliwy. Ale w końcu kto lubi jeździć w środku nocy na cewnikowanie?

Zdaje mi się że Judek już zostanie pod naszą opieką. Jako koci rezydent Fundacji.

Pierwsze dni Judka...
Dopiero w zestawieniu z ręką widać jak Juduś jest malutki:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Judek wielce niezadowolony że zamiast spokojnie zasypiać snem wiecznym niepokoimy go jakimś przyziemnymi sprawami (kiedy on myślami jest juz po drugiej stronie...):

Obrazek

Tutaj widać jak nieproporcjonalnie małe jest ciałko Judka w stosunku do jego głowy:

Obrazek

Obrazek

Juduś w naszym łózku (już pewniejszy siebie, zadowolony):

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z Pikusiem i Mareczkiem w jednym wyrze :

Obrazek

Z Tutkiem na szafce kuchennej: oba domagają się jedzonka:

Obrazek
Ostatnio edytowano Pt kwi 02, 2010 15:00 przez Tusia, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Tusia

5
 
Posty: 1544
Dołączył(a): Śr gru 05, 2007 20:52
Lokalizacja: Łódż

Postprzez Ewelajna ;-) » Wt lut 02, 2010 11:35

Jezu... aż się łezka w oku kręci...
Ewelajna ;-)

e-Wolontariusz
 
Posty: 1221
Dołączył(a): So kwi 25, 2009 10:13
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Tusia » Cz lut 04, 2010 21:29

Dzisiejsze fotki Judka:

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Avatar użytkownika
Tusia

5
 
Posty: 1544
Dołączył(a): Śr gru 05, 2007 20:52
Lokalizacja: Łódż

Postprzez Ewelajna ;-) » Pn mar 15, 2010 13:40

Jak tam ma się Judek???
Zdjęcia pokazują, że jest znacznie lepiej ;-)
Bardzo się cieszę, że został uratowany! Ogromnie wzruszyła mnie jego historia.
Pewnie jeszcze troszkę i możliwe, że spotkałoby go to samo, co jego czarnego towarzysza ;/
Czy on będzie szukał domu czy już wiadomo, że zostanie u Was?
Ewelajna ;-)

e-Wolontariusz
 
Posty: 1221
Dołączył(a): So kwi 25, 2009 10:13
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Tusia » Pn mar 15, 2010 19:52

Myślę że Judek zostanie naszym rezydentem. To stary kot, nie trzeba mu już więcej stresu. Jeśli chodzi o apetyt to Judek całkowicie doszedł do siebie. Nie jest jeszcze gruby ale ma już prawie normalną budowę ciała :thumright:
Teraz mamy inny problem. Grzybica szerzy się na Judku w zastraszającym tempie. Zaatakowała już calutką szyję, nosek i w paru miejscach na boczkach. W tych miejscach zupełnie wyłysiał więc wygląda tragicznie ale czuje się na szczęście bardzo dobrze. Powiedziałabym nawet że czuje się aż za dobrze. Zupełnie nie zaakceptował Marteza. Co prawda Martez też nie przepada za innymi kotami ale to Judek, stary, mały, wyłysiały Judek, wszczyna awantury. A po takich akcjach mam mieszkanie zasłane białym kłakiem :wall: No i Martez też grzybka załapał... No i tak się bujamy: z grzybicą Judka, katarem Marteza, chorym uchem Luny... Dzień w dzień leki, smarowanie, psikanie... Ehh... Ale humor wszystkim kudłaczom dopisuje :D
Ostatnio edytowano Pt kwi 02, 2010 15:04 przez Tusia, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Tusia

5
 
Posty: 1544
Dołączył(a): Śr gru 05, 2007 20:52
Lokalizacja: Łódż

Postprzez Ewelajna ;-) » Wt mar 16, 2010 11:16

Cieszę się bardzo, że mimo wszystko Judek czuje się dobrze i że zostanie u Ciebie! ;-)
Widzę, że masz prawdziwy koci szpital w domu! Mam nadzieję, że wkrótce uda się to wszystko wyleczyć. Pewnie z grzybicą to "chwilkę" potrwa...
U mnie na szczęście towarzystwo prawie zdrowe ;-) Blacki dostaje tylko tabletki na niedoczynność tarczycy, ale z tym guzem na szyi jest różnie - rośnie, maleje...
Daisy chyba totalnie ogłuchła, już nie słyszy nawet głośnego głosu z odległości kilku centymetrów... No, ale na spacerach prawie nie spuszcza mnie z oczu ;-) I mimo lat jak dorwie patyka to nie rozstaje się z nim do końca spaceru ;-) Zawsze poprawia mi humor tą swoją merdającą kitą i patyczkiem w pyszczku ;-) Bazyli dostaje teraz kropelki do oczu,bo się przeziębił podczas zimowych wojaży, tylko Nelli nic nie dolega... poza tym, że nadal jest dzika ;-) Zaprzyjaźniła się z psami (czasem się nawet ociera o Daisy), ale o zbliżaniu się do niej czy głaskaniu możemy tylko pomarzyć...
No, ale postępy są, więc może kiedyś ;-) Fajnie, że chociaż Bazyli jest takim kochanym miziakiem ;-)
Pozdrowionka dla Ciebie i całego zwierzyńca ;-)
Ewelajna ;-)

e-Wolontariusz
 
Posty: 1221
Dołączył(a): So kwi 25, 2009 10:13
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Tusia » Pt kwi 02, 2010 15:08

Judek jest już za tęczowym mostem. Wiek, schronisko i choroby zrobiły swoje. Usnął na moich rękach. Dziś jest już po drugiej stronie. Cieszymy się że przez te kilka miesięcy mógł być z nami, że mimo wszystko pokochał nas i zwalczył depresję. Inne choroby były jednak silniejsze od jego woli życia.
Do zobaczenia po drugiej stronie...

<*> <*> <*>
Avatar użytkownika
Tusia

5
 
Posty: 1544
Dołączył(a): Śr gru 05, 2007 20:52
Lokalizacja: Łódż

Postprzez Ewelajna ;-) » Pt kwi 02, 2010 16:53

Śpij spokojnie koteczku...
Dobrze, że ostatnie miesiące życia spędził z Wami, otoczony troskliwą opieką i miłością!
Trzymaj się Tusiu!
Ewelajna ;-)

e-Wolontariusz
 
Posty: 1221
Dołączył(a): So kwi 25, 2009 10:13
Lokalizacja: Łódź


Powrót do Tęczowy Most

 



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości