Historii kotów ze schronu można opowiedzieć wiele. Są szczęśliwe i mniej. Bo mimo najlepszej opieki koty w schronisku chorują, jest ich za dużo, mnóstwo małych, nie powinno ich być tyle o tej porze roku. Z dorosłymi kotami trafiającymi do schronu bywa różnie. Źle adaptują się te, które kochały za bardzo. Umierają z tęsknoty. Dosłownie.
Bo koty może i przywiązują się do miejsc, ale kochają ludzi.
Drugą grupą najbardziej zagrożonych są maluchy, są najmniej odporne, najbardziej narażone na choroby. To prawda, że ludzie często pytają o małe kocięta, jak najmiejsze, takie 4-miesięczne są już za duże, ba, nawet 3-miesięczne... "i żeby był jakoś nietypowo ubarwiony, najlepiej rudy, i najlepiej kotka". A w szafie królują tygryski i krówki.
Te, którym się poszczęściło, szybko idą do domów. Los pozostałych jest zadzwiająco podobny - po kilku dniach w szafie droga do szpitalika, przyplątują się choroby, koci katar, powikłania, a potem... życie albo droga za Tęczowy Most.
Przygarniając kociaka ze schroniska, najprawdopodobniej ratujesz mu życie.
Im młodsze, tym szybciej odchodzą.
Bo schronisko to nie jest dom dla kota.
Ratunek dla maluchów - to jak najszybsza adopcja ze schroniska.
Kociaki ze szpitalika można wydać pod warunkiem kontynuacji leczenia w domu.
W warunkach domowych mają szansę na zdrowie i życie.
Potrzebne domy tymczasowe dla kociąt i stałe.
kontakt: Asia
tel. 693 636 108






* Stan faktyczny (ilość kociąt) może się różnić od przedstawionego w poście z powodu dużej rotacji małych kociąt w schronisku.



















