Mały,schroniskowy ślepaczek nie miał nic...oprócz imienia,które zdążyłyśmy mu nadać kilka dni temu. Przedwczoraj, 23 kwietnia odszedł nie doczekawszy naszej pomocy Leoś. Były plany(a jakże), były wołania o pomoc, nie zdążyłyśmy...Malutki, jeszcze nie taki staruszek miał około 9 lat. Kolejna, zagubiona i zapomniana przez wszystkich bida...
Kolejne psie nieszczęście umierające w samotności bez nikogo bliskiego,bez dotyku ludzkiej dłoni głaszczącej i dodającej otuchy przed nieznaną podróżą, bez słów, które otulają zmęczone powieki, bez niczego swojego...
Tak bardzo chciałabym wierzyć, że gdzieś tam w przestworzach istnieje prawdziwe psie niebo, że te zmęczone i udręczone za życia zwierzęta trafiają po śmierci w miejsce, gdzie wreszcie są szczęśliwe, wolne od bólu, cierpienia,samotności...
Tak bardzo chciałabym wierzyć....Może wtedy byłoby łatwiej...






















