Spieszę donieść co nowego u naszej kochanej Mróweczki
Miewa się dobrze, jest przekochana, grzeczna, mądra, po prostu cud pies. Niestety pozostała jej (i pewnie pozostanie na zawsze) strachliwość. Mała boi się obcych rzeczy i ludzi. Wystarczy że na przykład pojawił się teraz w upały wentylator w pokoju, który już budzi jej niepokój. Zarazem jednak jest ciekawska i podchodzi do ludzi, ale jak tylko ktoś się pochyli nad nią – juz jej nie ma. Zdarza jej się udawać groźną i szczekać na gości

Z wszystkimi psami na osiedlu daje sobie buzi, często zachowuje się jak szczeniak

Zwłaszcza rano staje się innym psem, ma tyle energii, że aż ją roznosi. Z nami jest oczywiście juz bardzo zżyta, wygląda na szczęśliwą

i nam tez daje dużo radości. W październiku czeka ją nowe wyzwanie – nowy domownik (pewnie wrzeszczący dość często

)
Ostatnio niestety zdarzyła się jej przygoda, otóż przez swój lęk Mrówka wpada czasem w panikę, dlatego właściwie nie spuszczamy jej ze smyczy, bo się boimy że coś ją wystraszy znienacka, a jej odruchem jest ucieczka. Tak niestety stało się niedawno na terenie ogródków działkowych, kiedy moja mama przez przypadek upuściła smycz Mrówy. Ta, sądząc, iż coś ją goni zaczęła uciekać. Niestety nie udało nam się jej dogonić, teren ogródków jest spory, obok las, poszukiwania trwały 3 doby, rozwieszaliśmy ogłoszenia, szczęście w nieszczęściu, dostaliśmy informację, że widziano ją dwa dni po ucieczce na terenie działek, więc wiadomo było że kręci się w pobliżu. Uciekła w szelkach z identyfikatorem i smyczą, ale znając Mrówkę, ona i tak nie pozwoliłaby się do siebie zbliżyć obcemu, więc istniała mała szansa, że ktoś ją złapie i odczyta dane na blaszce. Ponadto, czego obawiałam się najbardziej, że zaplącze się tą smyczą w jakieś krzaki i nie będzie mogła się uwolnić....I tak prawdopodobnie się stało. Ale dzielna malutka zdołała się jakoś uwolnić z szelek i tak na czwarty dzień poszukiwań, spotkaliśmy ją niedaleko naszej działki! Bez smyczy, bez szelek, ale całą i zdrową, jakże ona się cieszyła że nas widzi (a my jeszcze bardziej!). Wygłodniała była, ale nic poza tym jej nie było (może poza wszystkimi kleszczami z lasu....). Jaka byłam z niej dumna, przetrwała trzy doby w lesie, potrafiła uwolnić się z szelek, i mimo lęku musiała nas szukać tak jak my jej, bo trafiła z powrotem niemal na naszą działkę! Moja mądra Mróweczka...
Oto nasz psi skarb:
Ulubiona pozycja na działce w trawie
Mina: "no odłoż to, pora spaceru!"
