Nie umarła z głodu bo mieszkający obok po sąsiedzku starsi ludzie dzielili się z nią tym, co mieli, czasem były to suche ziemniaki, czasem kromka chleba.Za dużo by umrzeć, za mało by żyć...
Żyła tak 5 lat, praktycznie bez kontaktu z człowiekiem, skazana na wegetację w zbutwiałej,rozpadającej się budzie, nie oglądająca świata i ludzi, uwiązana ciężkim, grubym łańcuchem, którego ciężar ledwo mogła udźwignąć,grzęznąca we własnych odchodach. Mała, krucha, śliczna Misia...
Dzisiaj zabrałyśmy ją stamtąd. Wychudzona do granic możliwości, straszliwie zapchlona, brudna i cuchnąca ale szczęsliwa Misia pojechała z nami po nowe życie.Teraz jest w lecznicy pod troskliwą opieką lekarzy, zostanie przebadana i po raz pierwszy będzie mogła zasnąć w suchym, ciepłym miejscu. I będzie najedzona.I wreszcie bezpieczna.

więcej zdjęć tutaj:
http://www.blog.niechcianeizapomniane.o ... ej-budzie/



















