 |
|
|
przez jola » Śr gru 31, 2008 23:07
Dziś ostatni dzień starego roku...
Pamiętam sylwestra rok temu...Do północy było w miarę spokojnie, od czasu do czasu strzelały petardy czy fajerwerki, psy nie reagowały na nie. O północy zaczęło się piekło, psy biegały jak oszalałe po całym mieszkaniu,bały się tych szczególnie głośnych wybuchów,co miałam robić? Zasunęłam wszystkie rolety, włączyłam telewizor na cały regulator i położyłam się do łóżka, Szkielecia z Jadzią przykryłam po sam koniuszek nosa kołdrą i tak trwaliśmy do końca tego hałasu...Jak one się bały...
Dzisiaj nie ma komu się bać, Jadzia prawie już nie słyszy, Skowronia jest głucha zupełnie, na Poli petardy nie robią żadnego wrażenia a Szkielecio...
Szkielecio nie słyszy już niczego,niczego się nie boi, nie ma go już z nami...
-

jola

-
- Posty: 1818
- Dołączył(a): N lis 19, 2006 12:36
- Lokalizacja: Łódź
przez jola » Śr gru 31, 2008 23:08
Natalka, tylko spróbuj mnie zbanować...
To jest miejsce na biadolenie...
-

jola

-
- Posty: 1818
- Dołączył(a): N lis 19, 2006 12:36
- Lokalizacja: Łódź
przez nata » Cz sty 01, 2009 18:43
Jola masz dożywotniego bana.
Nie dyskutuj z idiotą - najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem.
-

nata

-
- Posty: 1554
- Dołączył(a): Pn sty 01, 2007 15:13
przez jola » So sty 03, 2009 17:00
...25 września Szkielecio przeszedł operację usunięcia jądra,które zeszło mu do jamy brzusznej, a przy okazji kastrację.Długo zwlekałyśmy z podjęciem decyzji o operacji(niestety, zbyt długo), Szkieluś miał jednostronne wnętrostwo ale bałyśmy się zabiegu ze względu na padaczkę.Operacja się udała, nie, nie, pacjent nie umarł, nie wtedy jeszcze,jakiś tydzień było dobrze a później zaczęło się. Były problemy z krążeniem,brak apetytu,apatia, zmęczenie... Wet opiekująca się z nim twierdziła, że nic się nie dzieje niepokojącego, ja jednak wiedziałam, obserwowałam go przecież codziennie. Postanowiłyśmy z Natą skonsultować chorobę Szkielecia u kolejnego weta,jednego z najbardziej znanych w Łodzi. Stwierdził, że pies ma niewydolność mięśnia sercowego, przerzuty na płuca i wątrobę. Zrobił oczywiście wszystkie badania łącznie z usg jamy brzusznej, serca, rtg płuc itp. Przepisał Szkieleciowi masę leków odwadniających i powiedział, że jak pies zacznie cierpieć, mamy go uśpić. Nie wierzyłam, nie chciałam uwierzyć...Po podawanych lekach Szkielecio robił się coraz słabszy,nie chciał nic jeść, znikał w oczach...Minął tydzień, Szkielecio był coraz słabszy,pojechałyśmy do kolejnego lekarza, dobrego lekarza z olbrzymim doświadczeniem i ostrożnym diagnozowaniem. Kazał natychmiast odstawić leki, które zlecił poprzedni wet, one odwodniły Szkielecia strasznie,trzeba było zacząć go nawadniać kroplówkami, jeździłyśmy codziennie na te zabiegi, resztę dostawał w domu. I właściwie było jakby lepiej, Szkielecio nadal nie chciał jeść ale karmiłyśmy go strzykawką napojami dla rekonwalescentów, codziennie po troszeczku i każdego dnia coraz więcej, już gdzieś daleko świeciło nam światełko w tunelu,było coraz lepiej...
5 listopada Szkielecio załatwił się taką czarną, mazistą wydzieliną. Wet pokiwał głową, już wiedział, ja jeszcze nie przyjmowałam tego do świadomości. 6 listopada rano powtórzyło się to samo,Nata pojechała z nim do lekarza,powiedział, że to koniec, że nie można go dłużej męczyć, że gdyby żył na wolności to położyłby się gdzieś w krzakach i spokojnie odszedł, a tak walczy jeszcze resztką sił,robi to dla nas...
Zwolniłam się z pracy i wróciłam natychmiast do domu, Szkielecio leżał na kanapie,był słaby, tego dnia nie zjadł już niczego...Położyłam się obok niego i przytuliłam,był taki chudziutki, kruchy, z 14 kilogramowego psa zostało 8 kg kosteczek obciągniętych skórą.Jeszcze nie byłam pewna tego, co mam zrobić, jeszcze nie wiedziałam, ale on mi pokazał, że to już ten czas,wstał, podszedł do miski z wodą, napił się, przeszedł kilka kroków i zwymiotował czarną mazią. Zrozumiałam. W ten sposób mój kochany Szkielecio pokazał mi, że nie ma już dla niego żadnego ratunku, że musimy mu pomóc odejść...
-

jola

-
- Posty: 1818
- Dołączył(a): N lis 19, 2006 12:36
- Lokalizacja: Łódź
przez lalka » Śr mar 11, 2009 17:51
czytajac to ryczę jak bóbr.....dwa miesiące temu pochowałam mojego najdroższego maksa........adoptowaliśmy jamniczkę i jej powiezyłam cały mój ból i rozpacz.......
-
lalka

-
- Posty: 64
- Dołączył(a): Pn sty 26, 2009 17:14
przez jola » Cz mar 12, 2009 16:22
Zawsze płaczę gdy zaglądam tu do Szkielecika, pewnie to potrwa jeszcze jakiś czas...Lalka , dobrze, że wzięłaś kolejnego psa, on Ci pomoże uśmierzyć ból po stracie Maksa...
-

jola

-
- Posty: 1818
- Dołączył(a): N lis 19, 2006 12:36
- Lokalizacja: Łódź
przez lalka » Pt mar 13, 2009 11:50
bardzo kocham nowego pieska Dziunię. jest bardzo miła, ufna i coraz bardziej sie do nas przywiązuje. ja natomiast chcę jej dać i powiedzieć wszystko to co nie zdązyłam dać i powiedzieć Maksowi.....
Ciągle słyszę powolny stukot jego pazurków do sypialni. Spię ciągle w pozycji /czekam na Maksika/ tz wyciągnięta, robiąc Mu miejsce. Był bardzo stary miał 17 lat,.....bardzo mi Go brakuje. Miłość do psa jest wielka a strata niezmiernie wielka.................
-
lalka

-
- Posty: 64
- Dołączył(a): Pn sty 26, 2009 17:14
przez jola » Pn maja 11, 2009 09:22
To, że nic tu od dawna nie napisałam nie oznacza, że nie pamiętam o Szkieleciku...Nie ma dnia bym go nie wspominała, widzę go wszędzie...
Ale rozmowa o nim nie sprawia już takiego bólu, już nie płaczę, gdy o nim opowiadam, to czas zrobił swoje, czas i zwierzęta, które z nami pozostały.
Cztery lata temu, gdy odeszła moja jamniczka Zuzia, uważałam, że zdradą wobec Zuzi bedzie przygarnięcie innego psa. Teraz tak nie uważam, teraz myślę, że Zuzia odchodząc zrobiła miejsce dla kolejnego biedaka, kolejnego psiaka czy kota, któremu trzeba pomóc. Po Zuzi kolejno przyszły do nas kotka Żaba, Szkielecio, Jadźka, kot Lesio, Pola i Skowronia. Wszystkie są z nami, oprócz Szkielecia...Bardzo mi go brakuje, był psem, który przepraszał, że żyje, na początku bał się wszystkiego, przywierał do ziemi ze strachu,kulił, chował w każdy najciemniejszy kąt...Jak zobaczyłam Roofiego wspomnienia znowu wróciły, Roofi zachowywał się tak samo, jak mój Szkielecio na początku, tak samo przepraszał, że żyje...
Jedno wiem na pewno, nie zdradzamy pamięci o naszych zwierzętach biorąc kolejne. Przygarnięcie innego, potrzebującego pomocy psa sprawia, że łatwiej nam jest przeżyć śmierć naszego pupila, i jakkolwiek nigdy o tym ostatnim nie zapomnimy to przecież życie toczy się dalej...
-

jola

-
- Posty: 1818
- Dołączył(a): N lis 19, 2006 12:36
- Lokalizacja: Łódź
przez lalka » Pn maja 11, 2009 13:03
ktoś bardzo mądry powiedział, że "człowiek stał się człowiekiem dzięki psu"...namawiam wszystkich wokół, aby zaopiekowali się jakimś zwierzakiem, to dopiero pokazuje kim jesteśmy...pies wyzwolił w nas takie pokłady uczuć o jakie nigdy sie nie podejrzewaliśmy... strasznie mi żal tych wszystkich bezdomnych zwierząt, nie mogę zrozumieć tego bezmiernego okrucieństwa wobec nich...przecież są słabsze od nas????
-
lalka

-
- Posty: 64
- Dołączył(a): Pn sty 26, 2009 17:14
przez jola » Pn maja 11, 2009 20:12
To właśnie ta słabość powoduje, że ludzie są okrutni...
-

jola

-
- Posty: 1818
- Dołączył(a): N lis 19, 2006 12:36
- Lokalizacja: Łódź
przez jola » Pt paź 02, 2009 08:10
Jak ten czas leci, za miesiąc minie rok, jak nasz Szkielecik odszedł...
Rzadko tu zaglądam ale to nie znaczy, że zapomniałam o Szkieleciu, prawie codziennie o nim wspominam, na spacerze, tam, gdzie zawsze chodziliśmy z wszystkimi psami i gdy spotykam sąsiadkę, która nazywała go Żeberkiem, szukam go w schronisku, oglądając zdjęcia psów do adopcji i mam nadzieję, że kiedyś go odnajdę w innym, potrzebującym pomocy, bezdomnym psiaku...Pamiętam o Tobie Szkieleciku mój...
-

jola

-
- Posty: 1818
- Dołączył(a): N lis 19, 2006 12:36
- Lokalizacja: Łódź
przez Ewelajna ;-) » Pt paź 02, 2009 14:47
Kiedy czyta się takie historie ma się szklanki w oczach...
Z trudem powstrzymuje łzy.
Ciesze się jednak, że na tym, tak okrutnym świecie, gdzie tyle istot potrzebuje pomocy, tyle zostaje porzuconych, zapomnianych jest jeszcze druga strona medalu... istnieje jeszcze taka miłość... Miłość tak piękna, że trudna do opisania słowami.
-
Ewelajna ;-)

-
- Posty: 1221
- Dołączył(a): So kwi 25, 2009 10:13
- Lokalizacja: Łódź
przez jola » N lis 01, 2009 22:35
Szkieleciu, pamiętam...
-

jola

-
- Posty: 1818
- Dołączył(a): N lis 19, 2006 12:36
- Lokalizacja: Łódź
przez jola » Pt lis 06, 2009 16:56
Dzisiaj minął rok od śmierci Szkieletka, to już rok...
Bądź szczęśliwy tam, gdzie jesteś, kochany Szkieleciu...
Dzisiaj dołączyła do Szkielecia mała Rozalka, odeszła 6 listopada tak, jak Szkielecik...
-

jola

-
- Posty: 1818
- Dołączył(a): N lis 19, 2006 12:36
- Lokalizacja: Łódź
Powrót do Tęczowy Most
|
|
|