przez klaudia1995 » Pt sie 10, 2007 13:10
No więc miałam suczke owczarka szkockiego colie była kochana, zawsze jak było jakieś zagrożenie wstawiała się za nas choć zagrażało to jej.Jakiś czas temu poszliśmy z nią do fryzjera pani powiedziała że wyczuwa guza więc następnego dnia poszliśmy do weterynarza i powiedział że ma raka płuc, i po wielkanocy stwierdzi czy operacja będzie czy nie ma sensu jej robić....Do tego czasu modliłam się płakałam i prosiłam żeby moja przyjaciółka mnie nie opuściła.Pare dni po wielkanocy nie mogła oddychać jak szła zginała się w pół miała tak otworzoną buzię że było jej widać gardło bez żadnego trudu.Od razu pojechaliśmy do weterynarza oczywiście musieliśmy ją znośić.Lekarz stwierdził że niema sensu robić operacji i podał jej zastrzyk, na odzczuwanie mniejszego bólu.POjechaliśmy z nią do domu wnieśliśmy ją na balkon i było z nią lepiej.Od tego czasu była na lekach.Po pewnym czasie było z nią coraz lepiej gdy to usłyszałam w moich oczach ukazało się to jak w czasie zimy biega,jest wesoła i pełna energii.Chciałam aby to się powtórzyło jeszcze wiele razy.No ale jakieś 2 tygodnie później znowu było z nią gorzej poszłam z mamą ją znieść aby się załatwiła i nie mogłam na schodach je unieś...Ale naszczęście pomogła nam sąsiadka.Gdy tak sobie już stała zaczeła jej lecieć krew z nosa...Pojechaliśmy do weta. no i wszystko było o.k.Za kolejny tydzień podjeliśmy decyzje że uśpimy ją jutro po południu.Łzy leciały mi na jej sierść, nie mogłam pogodzić się z tą myślą że już jej nie zobaczę.Poszłam spać, ale co najwyżej pospałam 3 -4 godziny.Ona całą noc się dusiła.Wstałam rano stanełam na korytarzu i zobaczyłam jak język wychodzi poza buzię i ostatni oddech....Usłyszałam tylko w sercu żegnajcie..