|
|
|
 |
|
 |
 |
|
|
przez Tusia » Śr maja 06, 2009 19:48
Historia obu kocurków jest tragiczna, przez te kilka lat zycia oba byly poniewierane i niekochane. Teraz maja siebie. Nie mamy serca ich rozdzielac. Kocurki sa absolutnie nierozlaczne i kochaja sie nad zycie. Czy trzeba stracic przyjaciela zeby miec dom? Mamy nadzieje ze nie. Druciak i Oluś szukaja domu razem.
Oluś jest kolejnym przykładem na ludzką głupotę i okrucieństwo. Co w życiu przeszedł możemy się tylko domyślać. Ale to w zupełności wystarczy by wiedzieć człowiek potrafi być najpodlejszą z istot chodzących po tej planecie...
Oluś został znaleziony przywiązany do drzewa w środku lasu. Kot był już w bardzo złym stanie. Ktoś go zostawił na powolną i długą śmierć. Zero litości, zero uczuć tzw wyższych... Ślady na ciele świadczyły że wielokrotnie odgaszano na nim papierosy... Taka zabawna, żywa popielniczka. Kiedy szarpał się na uwięzi walcząc o swe życie, zerwał sobie paznokieć.
O dziwo wyrok jaki wydali na niego poprzedni ,,właściciele'' pozwolił uratować kota z rąk oprawców. Oluś rozpoczął nowe życie. Odkarmiony, wyleczony zaczął na nowo ufać ludziom. Teraz jest wielkim miziakiem i gadułą  Przekonał się że ludzie potrafią nie tylko katować ale też kochać. I nadal w to głęboko wierzy. Nie zawiedźmy jego nadziei. On potrzebuje domu z prawdziwego zdarzenia. Przeszedł przez piekło a mimo to ufa że nigdy żaden człowiek już go nie skrzywdzi.
Oluś jest 2-letnim, wykastrowanym, zaszczepionym i odrobaczonym kocurkiem. Korzysta z kuwety. Bardzo lubi przytulanie i mizianie. Dogaduje się z innymi kotami i łagodnymi, spokojnymi psami. Będzie wspaniałym, domowym kotem.
Druciak znalazł się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Na środku drogi... Nie wiemy czy właśnie wyszedł z domu na popołudniowy spacer czy był już od lat kotem bezdomnym. Miał pecha, wyskoczył na jezdnię tuż pod nadjeżdżające auto. Co rzadko się zdarza auto nie tylko zahamowało ale wysiadła z niego Pani która od razu wiedziała że musi natychmiast zabrać kota do lecznicy. Tak trafił do naszego zaprzyjaźnionego weterynarza. Okazało się że kocurek ma połamane zęby i wybitą szczękę. Nie było rady, trzeba było ją zadrutować. Po kilku tygodniach druty usunięto i kocurek nie ma problemów z jedzeniem. Pani opłaciła większość kosztów leczenia, niestety nie mogła zabrać go do domu. W lecznicy naturalnie dostał imię Druciak. Czół się tam fatalnie, bał się ludzi. Na ich widok charakterystycznie kładł uszy po sobie. Wszyscy myśleli że to dziki kocur. Gdy wyzdrowiał okazało się że trzeba go odwieść do schroniska. Wiadomo było że taki kot jest bez szans na adopcję a do tego, w zamknięciu, dostanie depresji i długo nie pożyje. I tu los do Druciaka się uśmiechnął. Nasza wolontariuszka postanowiła zabrać go na działkę. Początkowo nie ufny, z czasem zaczął rozumieć że nic mu nie zagraża. Okazało się że Druciak to w pełni oswojony i domowy kocurek. Teraz szukamy mu prawdziwego domu gdzie będzie kochany i rozpieszczany.
Druciak ma ok 5 lat. Jest kotem czarnym (choć w słońcu raczej wygląda na brązowego) z białą plamką na piersi. Nie ma paru zębów a szczęka nie jest dokładnie tam gdzie być powinna i często Druciak ma uchylony pyszczek. Jest zdrowy, nie wymaga żadnej rehabilitacji, je bez problemów. Nie lubi wychodzić na zewnątrz (w końcu tam stało mu się coś strasznego). Na pewno będzie potrzebował kilku dni na aklimatyzację ale jest wielkim pieszczochem i uwielbia siedzieć na kolanach i mruczeć.
Spotkało go wiele nieszczęść ale ufamy że teraz znajdzie wspaniały nowym dom.
Druciak jest wykastrowany, zaszczepiony i odrobaczony (korzysta z kuwety). Przebywa w Łodzi.
Kontakt w sprawie adopcji DRUCIAKAI OLUSIA RAZEM:
Marta
tel: 504-254-419
mail: tusia26@onet.eu
DRUCIAK I OLUŚ RAZEM:
OLUŚ:
DRUCIAK:
A tak Druciak wyglądał jeszcze w lecznicy:

Ostatnio edytowano Cz lis 12, 2009 22:58 przez Tusia, łącznie edytowano 3 razy
-

Tusia

-
- Posty: 1544
- Dołączył(a): Śr gru 05, 2007 20:52
- Lokalizacja: Łódż
przez Ewelajna ;-) » So cze 27, 2009 18:37
Ale cudo! Przypomina mi trochę kotka z czasów dzieciństwa...
Cieszę się, że miał tyle szczęścia w swoim nieszczęściu...
W poprzednie wakacje moja mama przywiozła psiaka, który został podobnie potraktowany... na szyi miał jeszcze druty wychodzące z grubego kabla... Chudzina straszna, jadł za trzech. Był u nas ponad 3 miesiące, choć mieliśmy cyrk totalny, bo strasznie się stawiał, a mój Blacki lubi być panem i władcą na swoim terenie, więc stresu nie brakowało. Był to jedyny pies, któremu nie udało nam się pomóc. Po pogryzieniu mojej mamy (ma jeszcze pamiątki), mojego taty (palec goił mu się kilka tygodni), niewielkich ugryzieniach mnie i mojego brata... konsultacjach z trenerem psów, weterynarzami, lekami uspokajającymi został uśpiony ;/ Żal mi go do tej pory... choć nieraz tak bardzo się go bałam. Był nieobliczalny, a przy tym bardzo szybki i skoczny. Łapał za klatkę piersiową, mamę złapał za pachę... nie gryzł w jedno miejsce. A czasem z kolei był tak kochany... tak chciał czułości... no ale jak zasnął na łóżku nie można już go było ruszyć... jak w nocy się u mnie położył spałam z kolanami przy brodzie... ze strachu...
No, a ja znów nie na temat  Wykorzystałam okazję, żeby pozbyć się mimo wszystko, jakiś tam wyrzutów sumienia, choć to nie ja podjęłam tą decyzję. Z resztą nie była to decyzja podjęta pod wpływem chwili, decyzja przed którą nie było innych prób rozwiązania problemu...
No ale mimo wszystko boli do dziś. Ryczałyśmy z mamą okropnie.
Edi, mam nadzieję, że tam gdzie jesteś jest Ci dobrze i już niczego się nie boisz...
Mam nadzieję, że nie zostanę zlinczowana...
-
Ewelajna ;-)

-
- Posty: 1221
- Dołączył(a): So kwi 25, 2009 10:13
- Lokalizacja: Łódź
przez Danusia B » So cze 27, 2009 19:40
Witam!Ewelinko!czytam to wszystko i nie mieści mi się w głowie że tyle już przeszłaś w swoim życiu z tymi kochanymi 'czterołapkami"i teraz wiem skąd ta Twoja wrażliwość(wyssana!z mlekiem matki)bo Ja zawsze wychowywałam się z kotkami i pieskiem (nawet do dzisiaj mam znaki kocich pazurków na twarzy)bo jadłyśmy z siostrą i kotami zupki mleczne z tej samej miseczkihi!hi!tzn. kotek z jednej strony miseczki a ja z drugiej a Ja mu na to pozwalałam Ha!ha!i kotki tak sobie pozwalały!!!Nawet woziłam kota w wózku do lalek a ON grzecznie sobie spał!!!!To były czasy!Miło ja wspominam!i dlatego tak kocham!!!wszystkie sierścuszki
-
Danusia B

-
- Posty: 42
- Dołączył(a): Pt cze 26, 2009 16:48
- Lokalizacja: katowice
przez Tusia » So cze 27, 2009 20:08
Ewelino myślę że wielu z nas ma jakieś wyrzuty sumienia. Mnie bardzo szkoda psa Gacka. Pierwszego przygarniętego. Kiedy wyprowadziłam się z domu moja mama go wydała (nie radziła sobie z nim, kiedy szła burza robił straszną demolkę aż do tego stopnia że potrafił się sam okaleczać...). Ja wtedy nie miałam możliwości go wziąć  A to był jakiś znajomy, znajomych, kontakt się urwał i nie mam pojęcia co się z nim stało  Śnił mi się po nocach latami...
Sunia Gaja (komplet do mojej Luny) przeskoczyła ogrodzenie i nie wróciła. Dziki pies po ciężkim wypadku. Dawał sobie wszystko zrobić przy ranach, nie bał się, nie uciekał ale kontakt z człowiekiem był mu maksymalnie obojętny. Jak tylko doszedł do siebie prysnął przez ogrodzenie.
Im więcej psów się przygarnia tym większe prawdopodobieństwo trafić na niereformowalne czy takie które po prostu nie chcą być uratowane 
-

Tusia

-
- Posty: 1544
- Dołączył(a): Śr gru 05, 2007 20:52
- Lokalizacja: Łódż
przez Ewelajna ;-) » So cze 27, 2009 21:00
Dziękuje Pani Danusiu za miłe słowa! Jak zwykle  Ma Pani ciekawe wspomnienia, swoją drogą  A ja właśnie piszę pracę mgr na temat wpływu dzieciństwa na dorosłe życie człowieka hehe
Tusiu...
Zgadzam się z Tobą. Ja miałam na przykład psiaka - to znaczy "miałam". Zajęłam się nim zimą... był mróz, ciągle padał śnieg... pies nie chciał do mnie podejść przez ponad miesiąc... uciekał...a trzy razy dziennie wynosiłam mu ciepłe jedzenie i wodę. Znalazłam jego miejscówkę pod schodami, którymi wchodziło się na pocztę... weszłam tam na czworaka, powkładałam kartony, folie, koc z polaru i starą zimową kurtkę. Spał w zrobionym przeze mnie legowisku (na szczęście nie padało mu na głowę i z trzech stron był osłoniony od wiatru, ale kiedy tylko mnie widział uciekał i wracał do jedzenia jak oddaliłam się kilka metrów... Nie sposób było go złapać... później podchodził ciut bliżej ale nie było mowy, żeby go dotknąć, pokazywał pełne uzębienie... Później zniknął... okazało się, że przeniósł się w dalszą stronę osiedla... dokarmiała go wtedy babka,która mieszkała w pobliżu i miała boksera... zimno jednak dało o sobie znać. Któregoś dnia wychodząc z psem na spacer, zobaczyła go leżącego pod klatką, zwiniętego w kłębuszek, głodnego i zmarzniętego. Pozwolił jej się wziąć na ręce i od tej pory do dnia dzisiejszego z nią mieszka. A mi ani razu nie udało się go dotknąć 
-
Ewelajna ;-)

-
- Posty: 1221
- Dołączył(a): So kwi 25, 2009 10:13
- Lokalizacja: Łódź
przez Tusia » So cze 27, 2009 21:23
No to dalej nie na temat
Całe szczęście że wszystko dobrze się skończyło dla tego psiaka.
Wczoraj będąc na spacerze z Jackiem i psami poszłam odwiedzić pewną firmę niedaleko mnie. Wiedziałam że dokarmiali tam psiaka który od paru miesięcy błąkał się po okolicy, zaglądał również na moją ulicę. Był w dobrej formie, było ciepło a u mnie przepełnienie więc pozostawało mi udawać że nie widzę... Poszłam przekonać tych ludzi żeby zostawili psiaka na stałe, żeby wykastrowali jego oraz już zasiedziałego u nich Boryska (bo nowy Misiek zaczął wyprowadzać pod ogrodzeniem również i jego).
Okazało się że nie było potrzeby nikogo przekonywać. Misiek już po kastracji bo miał guza, oba psiaki mają piękne nowe, ocieplone budy  Zaczęłam opowiadać że zabrałam z tamtej ulicy już 6 psów. A Pani mi mówi że była kiedyś taka dzika czarna suka na tej ulicy wraz ze szczeniakami. Przyprowadzała maluchy polami na dokarmianie ale że chyba nie przeżyły bo w którymś momencie przestały się pokazywać. Więc mówię że ta sunia mieszka teraz w willi w Toruniu, jeden szczeniak w Krakowie, drugi w Łodzi a trzeci w domku jednorodzinnym w Radziwiłowie  Ależ się kobita ucieszyła że psiaki mają się dobrze, że już nie są bezdomne
Dla tych co nie wiedzą zapraszam na wątek Ursy i jej dzieci: Barego, Neli i Rasty w szczęśliwych zakończeniach 
-

Tusia

-
- Posty: 1544
- Dołączył(a): Śr gru 05, 2007 20:52
- Lokalizacja: Łódż
przez Ewelajna ;-) » N cze 28, 2009 09:46
Jejku... Tusiu, Ty już chyba nie byłabyś w stanie policzyć ilu psiakom pomogłaś  No nie zawsze jest wszystko tak pięknie jakby się chciało... - nie zawsze człowiek jest w stanie zabrać psiaka do domu;/ Jak jak miałam Ediego (tego, o którym była mowa wcześniej) znalazłam młodą sunię - wilczka... nie mogłam jej zabrać, ale zagadałam z panem, który miał kwiaciarnię, żeby mieli ją na oku(spała na ich zamkniętym terenie), nie było żadnej budy, przyniosłam jej tylko jakieś koce i dach też miała. Zanosiłam jej jedzenie codziennie i szukałam domu. Na szczęście w nawet w nocy temperatura nie spadała poniżej 15 stopni. Udało się po jakiś 2 tygodniach. Co prawda ludzie, którzy ją wzięli oddali ją (były z nią straszne problemy wychowawcze), ale szybko trafiła od nich do domku z ogrodem i tam już się udało. I całe szczęście, bo w te wakacje znalazłam jeszcze jedną sunię (i to wielką), chudą jak chol.... Musiałam ją zabrać, kiedy dowiedziałam się, że od kilku tygodni śpi gdzieś w krzakach i żywi się tylko tym co jej czasem podrzucą panowie, pijący w parku, ale wystarczyło pół dnia i znalazła domek. Jest u mojej koleżanki, która wzięła jakieś 3 lata wcześniej ode mnie innego psiaka,który był u mnie ponad 2 miesiące. Oba mają raj na ziemi! No, ale nie mam kontaktu ze wszystkim osobami, które mają ode mnie pieski... nie wiem jak tam mały jamniś. Wiem, że dobrze mają też Rex i Logos...
No ciekawe co czas przyniesie po przeprowadzce, bo mieszkając przez 8 m-cy na Cieszkowskiego znalazłam 4 kolejne psiaki... (udało się pomóc), choć nie wiem jak dokładnie potoczyły się losy jednego z nich... był w domku tymczasowym, nie wiem czy już ma dom. Nawet ostatnio widziałam jednego (chyba się zgubił), zostawiłam Blackusia pod blokiem i leciałam za nim z Daisy, ale mi zwiał. No i jeszcze Nala (znaleziona na Pomorskiej, jak wychodziłam z uczelni), ale tu już pomogła mi Fundacja, bo sama nie wiele bym zdziałała ;/
No, ale wciąż jeszcze tyle psiaków wszędzie i co rusz jakiś się pojawia... gdyby jeszcze mój Blackuś miał inny charakter, a on jest w stanie jako tako przyjąć sukę i szczeniaka... z psami było okropnie... czasem konieczne było zamykanie ich w oddzielnych pomieszczeniach, wiązanie w pokoju... Sarunia z resztą pierwsze tygodnie też była izolowana, bo Blacki cały czas na nią warczał, o ona do niego lgnęła szukając mamy. Tylko z Daisy od początku nie było żadnych scysji... już się chyba przyzwyczaił po Sarze, że nie może być jedyny, ale i tak jest kochany
No i tyle tych historii... znów nie na temat
Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia, a ja zaczynam pracę nad mgr 
-
Ewelajna ;-)

-
- Posty: 1221
- Dołączył(a): So kwi 25, 2009 10:13
- Lokalizacja: Łódź
przez Ewelajna ;-) » Pn lip 06, 2009 15:48
Kurde, no zakochałam się w tym kocie!
Wiadomo może jak zachowuje się gdy pies szczeka? Umiałby sobie ustawić psy albo schodzić im z drogi, ale tak, żeby nie był ciągle zestresowany i nie musiał wiecznie przed nimi uciekać? Bo ja sobie coś kombinuje...
-
Ewelajna ;-)

-
- Posty: 1221
- Dołączył(a): So kwi 25, 2009 10:13
- Lokalizacja: Łódź
przez Tusia » Pn lip 06, 2009 16:58
Olga na pewno więcej napisze ale psów się nie boi bo tam ma 5 psiaków.
-

Tusia

-
- Posty: 1544
- Dołączył(a): Śr gru 05, 2007 20:52
- Lokalizacja: Łódż
przez Ewelajna ;-) » Pn lip 06, 2009 17:29
No to ma niezłe towarzystwo
Dzięki za info  I przepraszam, że może niepotrzebnie zawracam głowę...
-
Ewelajna ;-)

-
- Posty: 1221
- Dołączył(a): So kwi 25, 2009 10:13
- Lokalizacja: Łódź
przez Olgu » Pt lip 10, 2009 07:20
Oluś nie boi się psów ale jeśli chcesz wziąć go na tymczas to nie dziękuję - on ma się dobrze z Druciakiem i resztą u mnie ...
-

Olgu

-
- Posty: 129
- Dołączył(a): Cz sty 15, 2009 09:04
- Lokalizacja: Łódź
przez Ewelajna ;-) » Pt lip 10, 2009 08:37
No nie wątpię!
A my myślimy o kotku na stałe... ale to jeszcze nie teraz. Najpierw trzeba sprawdzić zachowanie naszych psów, żeby później nie było jakiś przykrych sytuacji.
A mnie po prostu czasem emocje rozum odbierają i sobie marzę
Dlatego pytałam...
-
Ewelajna ;-)

-
- Posty: 1221
- Dołączył(a): So kwi 25, 2009 10:13
- Lokalizacja: Łódź
przez Tusia » Cz lis 12, 2009 22:45
Historia obu kocurków jest tragiczna, przez te kilka lat zycia oba byly poniewierane i niekochane. Teraz maja siebie. Nie mamy serca ich rozdzielac. Kocurki sa absolutnie nierozlaczne i kochaja sie nad zycie. Czy trzeba stracic przyjaciela zeby miec dom? Mamy nadzieje ze nie. Druciak i Oluś szukaja domu razem.
Oluś jest kolejnym przykładem na ludzką głupotę i okrucieństwo. Co w życiu przeszedł możemy się tylko domyślać. Ale to w zupełności wystarczy by wiedzieć człowiek potrafi być najpodlejszą z istot chodzących po tej planecie...
Oluś został znaleziony przywiązany do drzewa w środku lasu. Kot był już w bardzo złym stanie. Ktoś go zostawił na powolną i długą śmierć. Zero litości, zero uczuć tzw wyższych... Ślady na ciele świadczyły że wielokrotnie odgaszano na nim papierosy... Taka zabawna, żywa popielniczka. Kiedy szarpał się na uwięzi walcząc o swe życie, zerwał sobie paznokieć.
O dziwo wyrok jaki wydali na niego poprzedni ,,właściciele'' pozwolił uratować kota z rąk oprawców. Oluś rozpoczął nowe życie. Odkarmiony, wyleczony zaczął na nowo ufać ludziom. Teraz jest wielkim miziakiem i gadułą  Przekonał się że ludzie potrafią nie tylko katować ale też kochać. I nadal w to głęboko wierzy. Nie zawiedźmy jego nadziei. On potrzebuje domu z prawdziwego zdarzenia. Przeszedł przez piekło a mimo to ufa że nigdy żaden człowiek już go nie skrzywdzi.
Oluś jest 2-letnim, wykastrowanym, zaszczepionym i odrobaczonym kocurkiem. Korzysta z kuwety. Bardzo lubi przytulanie i mizianie. Dogaduje się z innymi kotami i łagodnymi, spokojnymi psami. Będzie wspaniałym, domowym kotem.
Druciak znalazł się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Na środku drogi... Nie wiemy czy właśnie wyszedł z domu na popołudniowy spacer czy był już od lat kotem bezdomnym. Miał pecha, wyskoczył na jezdnię tuż pod nadjeżdżające auto. Co rzadko się zdarza auto nie tylko zahamowało ale wysiadła z niego Pani która od razu wiedziała że musi natychmiast zabrać kota do lecznicy. Tak trafił do naszego zaprzyjaźnionego weterynarza. Okazało się że kocurek ma połamane zęby i wybitą szczękę. Nie było rady, trzeba było ją zadrutować. Po kilku tygodniach druty usunięto i kocurek nie ma problemów z jedzeniem. Pani opłaciła większość kosztów leczenia, niestety nie mogła zabrać go do domu. W lecznicy naturalnie dostał imię Druciak. Czół się tam fatalnie, bał się ludzi. Na ich widok charakterystycznie kładł uszy po sobie. Wszyscy myśleli że to dziki kocur. Gdy wyzdrowiał okazało się że trzeba go odwieść do schroniska. Wiadomo było że taki kot jest bez szans na adopcję a do tego, w zamknięciu, dostanie depresji i długo nie pożyje. I tu los do Druciaka się uśmiechnął. Nasza wolontariuszka postanowiła zabrać go na działkę. Początkowo nie ufny, z czasem zaczął rozumieć że nic mu nie zagraża. Okazało się że Druciak to w pełni oswojony i domowy kocurek. Teraz szukamy mu prawdziwego domu gdzie będzie kochany i rozpieszczany.
Druciak ma ok 5 lat. Jest kotem czarnym (choć w słońcu raczej wygląda na brązowego) z białą plamką na piersi. Nie ma paru zębów a szczęka nie jest dokładnie tam gdzie być powinna i często Druciak ma uchylony pyszczek. Jest zdrowy, nie wymaga żadnej rehabilitacji, je bez problemów. Na pewno będzie potrzebował kilku dni na aklimatyzację ale jest wielkim pieszczochem i uwielbia siedzieć na kolanach i mruczeć.
Spotkało go wiele nieszczęść ale ufamy że teraz znajdzie wspaniały nowym dom.
Druciak jest wykastrowany, zaszczepiony i odrobaczony (korzysta z kuwety). Przebywa w Łodzi.
Kontakt w sprawie adopcji DRUCIAKAI OLUSIA RAZEM:
Marta
tel: 504-254-419
mail: tusia26@onet.eu
OBA KOCURKI RAZEM:
OLUŚ
I DRUCIAK:
A tak Druciak wyglądał jeszcze w lecznicy:

-

Tusia

-
- Posty: 1544
- Dołączył(a): Śr gru 05, 2007 20:52
- Lokalizacja: Łódż
przez katya » So lis 21, 2009 13:58
Dopisałam w adopcjach, że kocurki szukają wspólnego domu. Zamieniłam też allegro Druciaka na ich wspólne.
“Ofiarną i wytrwałą walkę z okrucieństwem wobec zwierząt uważam za walkę o godność, kulturę i wyższą cywilizację naszego społeczeństwa.” Maria Dąbrowska
-

katya

-
- Posty: 2673
- Dołączył(a): Wt paź 03, 2006 21:53
- Lokalizacja: Łódź
Powrót do W nowym domu
|
|
|
 |
|
 |
|
|