no własnie...to było dokładnie trzy lata temu....20 stycznia przyjechała do nas Dziunia..,i był to dzień, który nazywamy "szczęsliwym dniem"... nie wyobrazmy sobie zycia bez naszej Psinki. jest tak wesoła tak radosna i tak ufna.... ponad to podarowała nam wrazliwość o która kiedys siebie nie podejrzewałam. Chociaz już miałam jamnika i śmierć Jego przeżyłam strasznie to Dziunia /Tina/ wynagrodziła mi Jego strate wielokrotnie. To Ona była mnie potrzebna bardziej niż ja Jej....
pozdrowienia dla wszystkich Psiaków



















