Psiak pewnie z wiekiem będzie pewniejszy siebie ale sam z tego może nie wyjść. Potrzebuje Twojej pomocy!!! Przede wszystkim nie głaszcie go na siłę. To nie jest tak, że on jest malutki, głupiutki i nie wie co robi. Jego doświatczenia nauczyły go że ludzi należy się obawiać. Dla niego człowiek kojarzy się z bólem. Tobie zaufał ale nie wie jeszcze że inni też nie chcą mu zrobić krzywdy. Tutaj też potrzebna jest nauka małych kroków. Jeśli piesek jest łakomy będzie łatwiej

Na początek dawaj mu miske jak brat jest w zasięgu wzroku. Niech widok Twojego brata kojarzy mu się z jedzonkiem. Co ważne: nie pocieszaj psiaka wtedy, nie mów żałosnym głosem:,, nie bój się!!!'' Robiąc takie rzeczy wysyłasz sygnał: skoro pocieszasz to jest do tego powód, więc coś się dzieje. Musisz zacząc od takiego poziomu żeby psiak czuł się w miare zrelaksowany i nie uciekał. Może to będzie drugi koniec domu

(albo możliwie najdalej). Twój brat też nie powinien nic mówić czy próbować zwracać na siebie jego uwagi, (najlepiej niech spokojnie siedzi i patrzy w inną strone

). Codziennie niech siada coraz bliżej-ale pamiętaj żeby nie przedobrzyć. Zawsze staraj się raczej robić to wolniej niż niepotrzebnie psa zestresować. Lepiej niech każdy etap trwa tydzień dłużej niż masz zaprzepaścić to co osiągneliście jednym nie potrzebnym gestem. Po mału psiak się przyzwyczai do tego że jedzenie wiąże się z widokiem brata. W końcu dojdziecie do momentu że Twój brat będzie mógł go karmić z ręki. Psiak Ciebie uznał za swojego przewodnika. Ty możesz mu pomóc głaszcząc go podczas ,,lekcji'' po grzbiecie ( tylko niech nikt inny tego nie robi bo wystraszy psa!!!). Nie wiem czy mieszkasz z bratem i rodzicami. Jeśli tak to zawsze będzie ktoś w domu kogo można ,,wykorzystać'' do lekcji. Wtedy niech raczej domownicy w ciągu dnia nie zwracają uwagi na psa. To mu pomoże zrozumieć że nie są zagrożeniem. Jeśli rodzina przychodzi tylko w odwiedziny to za każdym razem wykorzystaj taki moment do przeprowadzenia ,,lekcji oswajania''.Możesz też wykorzystać innych znajomych

To potrwa ale jest chyba najlepszą metodą. Na siłe nic nie zdziałasz. To tak jak z dzieckiem które panicznie boi się dentysty-trzymane na siłe na fotelu dentystycznym nigdy nie przestanie się bać nawet jeśli mama w kólko będzie powtarzać-nie bój się, to nie boli... Z czasem wejdzie to w nawyk i Tobie, i rodzinie i przede wszystkim psu. A o to w tym chodzi.Potem na spacerach zawsze możesz mieć coś pysznego w kieszeni co podasz Dingusiowi kiedy będzie Was mijać jakiś przechodzień. Ale na początku mijajcie ludzi z bezpiecznej odległości. Dingo Ci powie jak blisko możecie podejść

Ale najważniejsza jest w tym Twoja cierpliwość i zrozumienie. Nie popędzaj go, niech sam decyduje o tempie. Jak za bardzo przyspieszysz to on zacznie się płoszyć- chęć ucieczki, podwinięty ogon to oznaki że za szybko oczekujesz rezultatów. Brzmi to skomplikowanie ale myśle że wystarczy poświęcić psu łącznie ok 30 minut dziennie żeby były rezultaty (powiedzmy, że dostaje jeść 3 x dziennie i trwa to po 10 minut). To metoda zaczerpnięta z jakiejś książki (przepraszam, ale nie pamiętam z jakiej...) i przeze mnie wykorzystana na psie z bardzo podobnym problemem (katowany owczarek niemiecki, trafił do mnie w wieku 2 lat) Metoda dała rezultaty i to bardzo dobre. Nic na siłę, wszystko osiągniecie małymi krokami.
Psiak jest śliczny, pomóż mu zaufać światu. Ale się rozpisałam

Mam nadzieje, że zaczniecie pracować z Dingo a on na pewno zrozumie co mu chcecie powiedzieć

Daj nam znać jak Wam idzie

Jeśli masz jeszcze jakieś pytania co do tej metody- pytaj. Pozdrawiam serdecznie i trzymam za Was kciuki
