 |
|
|
przez jola » N lis 16, 2008 11:37
Pod koniec grudnia 2005 roku, mniej więcej po miesiącu pobytu Szkielecia u nas, wydarzyło się coś niepokojącego. Był późny wieczór, Szkieletek spał otulony dokładnie kocem(zwinął się cały pod nim) i nagle zerwał się chcąc podnieść ale nie mógł wstać. Łapy rozjeżdżały mu się na wszystkie strony, głowa opadała bezwładnie,sprawiał wrażenie jakby był pod wpływem powoli rozprowadzanego środka usypiającego. Byłam sama w domu, nie wiedziałam co robić, jak mu pomóc...Po kilku minutach wszystko minęło, stanął na drżących nóżkach, otrzepał się i zaczął zachowywać jakby nic się nie stało. Zastanawiałam się, czy to nie było jakieś chwilowe niedotlenienie mózgu, był cały, włącznie z głową zawinięty w koc, może podczas snu wpadł w bezdech, nie wiedziałam wtedy jeszcze nic...
-

jola

-
- Posty: 1818
- Dołączył(a): N lis 19, 2006 12:36
- Lokalizacja: Łódź
przez jola » Pn lis 17, 2008 18:34
Lekarz, któremu opowiedziałam o tym zdarzeniu zbagatelizował sprawę, uznał, że nic się nie stało niepokojącego, powiedział, żebym się tym nie martwiła. Uspokojona wróciłam do domu i rzeczywiście, przez kolejny miesiąc nic się nie działo.
Kolejna sytuacja wyglądała o wiele bardziej dramatycznie. W przedpokoju Szkielecio przewrócił się, usiłował podnieść ale nie potrafił, trząsł się cały...
Najbardziej zdumiewające było zachowanie kotki, dobiegła do niego przywierając całym swoim ciałem tak, jakby chciała go objąć, Natalia zrzuciła ją ze Szkieletka nie wiedząc tak naprawdę, co się dzieje,Szkielecio sprawiał wrażenie nieprzytomnego,kotka przyglądała mu się z boku...To wszystko trwało co najmniej 5 minut, po chwili, gdy mógł już spokojnie usiąść, zwymiotował. Obok wymiotowała kotka.
Byłam przekonana, że to zatrucie pokarmowe, oba zwierzaki wymiotowały,zastanowiło mnie tylko ich zachowanie po tym wszystkim, żadne z nich nie sprawiało wrażenia chorego, zachowywały się tak, jakby nic się nie stało...Lekarz po zbadaniu obu zwierząt potwierdził, że nic im nie jest i że była to najprawdopodobniej chwilowa niedyspozycja żołądkowa, być może tak było, ale u obu naraz?
Gdy wydarzyło to się w odstępie kolejnego miesiąca wiedziałam już, co to jest, długo to trwało nim się zorientowałam ale po raz pierwszy spotkałam się z padaczką u psa, u mojego psa...
-

jola

-
- Posty: 1818
- Dołączył(a): N lis 19, 2006 12:36
- Lokalizacja: Łódź
przez jola » Śr lis 19, 2008 11:35
I kolejna wizyta u lekarza...Wet stwierdziła, że ataki występują zbyt rzadko, by podawać leki przeciwpadaczkowe, mam tylko obserwować...
A między atakami Szkielecio zachowywał się, jak normalny, zdrowy pies.Powoli kończyły się problemy z wypróżnianiem, jadł tylko gotowane mięso z dużą ilością błonnika w postaci warzyw, interesował się otoczeniem, bawił się, biegał...Nie lubił dużych psów, jeśli próbował atakować to tylko większe od siebie, w stosunku do małych psiaków był bardzo przyjazny,gdyby miał ogon to na pewno by nim machał, niestety, najprawdopodobniej został mu kiedyś wyrwany, nie miał nawet jego szczątkowej postaci...
-

jola

-
- Posty: 1818
- Dołączył(a): N lis 19, 2006 12:36
- Lokalizacja: Łódź
przez jola » Wt gru 02, 2008 23:43
Ataki powtarzały sie coraz częściej, wet twierdziła, że nie ma potrzeby podawania leków przeciwpadaczkowych, a ja się zwyczajnie bałam...Bałam się każdego kolejnego ataku bo był silniejszy od poprzedniego. Poszłam ze Szkieleciem do dr J. który stwierdził, że przy tym rodzaju padaczki leki powinny być podawane od dawna.I zaczęliśmy...
A Szkieluś między atakami funkcjonował całkiem normalnie. Biegał, poszczekiwał na większe od siebie psy,wylegiwał się na balkonie na słońcu i pilnował mnie, gdzie byłam ja, był i Szkieletek.Chodził za mną jak cień..
-

jola

-
- Posty: 1818
- Dołączył(a): N lis 19, 2006 12:36
- Lokalizacja: Łódź
przez jola » Wt gru 02, 2008 23:44
Dzisiaj przeczytałam, że Szkielecio jest aniołkiem...On był aniołkiem przez całe swoje niełatwe życie,a na pewno przez ostatnie trzy lata życia u nas.Był taki...spolegliwy,pokorny, godził się na wszystko, nawet wtedy, gdy nie chciał już jeść a my z Natą karmiłyśmy go strzykawką, nawet wtedy się nie bronił , poddawał się wszystkim czasem bolesnym zabiegom, czy wiedział, że chcemy mu pomóc,czy wiedział, że tak bardzo chciałyśmy by żył?
-

jola

-
- Posty: 1818
- Dołączył(a): N lis 19, 2006 12:36
- Lokalizacja: Łódź
przez jola » Wt gru 02, 2008 23:44
Codziennie zasypiam z nadzieją, że może tej nocy mi się przyśni, że przyjdzie zdrowy, radosny, jak kiedyś...Czasem śnią mi się psy, wszystkie inne, znane mi i nieznane,Szkieletek nie przychodzi...
-

jola

-
- Posty: 1818
- Dołączył(a): N lis 19, 2006 12:36
- Lokalizacja: Łódź
przez jola » Śr gru 10, 2008 11:47
6 grudnia minął miesiąc, to już miesiąc nie ma z nami Szkieletka...
Pola jest chora,dostaje antybiotyk, z Jadzią raniutko jechałyśmy prawie na sygnale do lecznicy,nie je nic od dwóch dni, łapki zaczęły jej się dzisiaj rozjeżdżać.Ma 41 stopni gorączki,zawalone gardło,infekcja...Nie wiem co się stało z nimi,obie są osowiałe, smutne. Ja też.
Brakuje mi Szkielecia...
-

jola

-
- Posty: 1818
- Dołączył(a): N lis 19, 2006 12:36
- Lokalizacja: Łódź
przez jola » Śr gru 10, 2008 11:48
mam nadzieję, że Szkieluś opiekuje się dziewczynkami i nie tęskni za nimi tak bardzo, że chciałby którąś z nich zawołać....
Pola jest w dobrym stanie, złapała tylko wstrętną infekcję, dostaje antybiotyk, gorzej jest z Jadzią, naszą staruszeczką,Jadzia oprócz tego samego wirusa ma stwierdzoną niewydolność wątroby. Próby wątrobowe sześciokrotnie przewyższają normę,Jadzia nie chce jeść, niewiele pije, jeździmy z nią codziennie na kroplówki, dostaje leki,być może dzisiaj zrobimy usg wątroby, boję się tego bardzo, boję się żeby nie stwierdzono najgorszego...
-

jola

-
- Posty: 1818
- Dołączył(a): N lis 19, 2006 12:36
- Lokalizacja: Łódź
przez jola » Śr gru 10, 2008 11:49
Pamiętam, gdy cała psio-kocia piątka zaczynała rozrabiać, gdy ich gonitwy i harce powodowały fruwanie mebli, usiłowałam przywołać zwierzaki do porządku, w pośpiechu wymieniając ich imiona. I do dziś wymieniam imię Szkielecia prosząc, by się uspokoił, a przecież on jest już taki spokojny...
-

jola

-
- Posty: 1818
- Dołączył(a): N lis 19, 2006 12:36
- Lokalizacja: Łódź
przez alana » Cz gru 11, 2008 16:17
jola napisał(a): I do dziś wymieniam imię Szkielecia prosząc, by się uspokoił, a przecież on jest już taki spokojny...
Jolu współczuję ogromnie!!! Ja po stracie Cezara dochodziłam do siebie pół roku... Moje mamie do dzisiaj się zdarza powiedzieć do Muńka (naszego króliczka) Cezar  3maj się!!! 
-

alana

-
- Posty: 54
- Dołączył(a): Pn gru 08, 2008 21:18
- Lokalizacja: Tychy
przez jola » Cz gru 11, 2008 18:37
Trzymam się...
Wczoraj zrobiono Jadzi usg jamy brzusznej. Ma guza wątroby.
-

jola

-
- Posty: 1818
- Dołączył(a): N lis 19, 2006 12:36
- Lokalizacja: Łódź
przez sukkubi » Cz gru 11, 2008 19:17
Jolu jestem całym sercem z Tobą i zwierzaczkami! 
"Nikt tak nie docenia geniuszu zawartego w twoich słowach jak twój pies" - Christopher Morley
-

sukkubi

-
- Posty: 856
- Dołączył(a): Śr sie 20, 2008 10:17
- Lokalizacja: Łódź
-
przez jola » Pt gru 12, 2008 11:39
Nawet nie wiem, co napisać, to takie niesprawiedliwe...
-

jola

-
- Posty: 1818
- Dołączył(a): N lis 19, 2006 12:36
- Lokalizacja: Łódź
przez jola » N gru 14, 2008 09:56
Wczoraj, na spacerze z dziewczynkami spotkałam jedną z sąsiadek,spytała o Szkieletka a mnie znowu klucha stanęła w gardle i wybąkawszy coś uciekłam, żeby się nie poryczeć. Nazywała zawsze Szkielecia Żeberkiem, twierdząc, że tak jest ładniej.Chciałabym móc spokojnie, bez emocji o nim rozmawiać, ale jeszcze chyba nie ten czas, na razie musi wystarczyć mi pisanie...
-

jola

-
- Posty: 1818
- Dołączył(a): N lis 19, 2006 12:36
- Lokalizacja: Łódź
przez nata » N gru 14, 2008 11:05
mamuniu chyba Cię zbanuję za takie biadolenie 
Nie dyskutuj z idiotą - najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem.
-

nata

-
- Posty: 1554
- Dołączył(a): Pn sty 01, 2007 15:13
Powrót do Tęczowy Most
|
|
|