FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Zaloguj  Zarejestruj  
Fundacja Niechciane i Zapomniane - SOS dla Zwierząt - Strona główna forum   

Tęczowy Most -> Pusia, moja siostra


Psiaki, które za szybko odeszły...przekroczyły Tęczowy Most...

Moderatorzy: katya, nata


Pusia, moja siostra

Postprzez sukkubi » Śr maja 20, 2009 16:20

Obrazek


Sądziłam, że przygotowałam się na to, podświadomie wiedziałam, że stanie się to w tym roku, mimo to buntuje się we mnie każdy nerw, każda komórka!

Pusia (imienia z książeczki - Saba - prawie nieużywaliśmy, czasem była Dorotką, czasem Księżniczką, najczęściej Ciapusiem i Pusią) była piękna, delikatna a jednocześnie silna i uparta. Była indywidualistką, stoikiem, którego mało co może wyprowadzić z równowagi, pieszczochem i łasuchem jakich mało. Uwielbiała zimę i tylko w tę porę roku można było przekonać się, że ta sunia jednak umie biegać! Nie potrafiła szczekać - od początku, szczególnie z radości, wydawała z siebie dźwięki przypominające skargę i skowyt rozdzieranego psa - zanim sąsiedzi się do tego przyzwyczaili patrzyli na nas wilkiem...około rok temu zawiódł ja słuch więc darła się jeszcze głośniej...Przeżyłam z nią koniec podstawówki, liceum, kiedy to za jej pomocą uczyłam się fizyki (chodziłyśmy po okręgu a ja tłumaczyłam jej jak to chodzi ruchem jednostajnym...), studia, kiedy to obie poznałyśmy i zakochałyśmy sie w Arturze (dwie pokrewne dusze, ubóstwiające jeść i spać :wink: ) i prawie 4 lata mojego "dorosłego" życia. Strasznie śmierdziało jej z pyska, w konkursie na najobrzydliwsze bekanie zajęła by pierwsze miejsce, chrapała jak chłop po ciężkich żniwach...miała puchaty ogon, śliczne małe uszka, niedźwiedzie łapy, piękną czarną sierść, wspaniały charakter!
Gdy z nami zamieszkała prawie wszyscy czuli do niej długo iracjonalną niechęć - została znaleziona gdy jeszcze żyła Wikunia chorująca na ropomacicze. Do śmierci Wiki Pusia musiała sobie radzić z babcią, która poradzić sobie z sunia nie umiała ale od początku było jasne że to nasz dom sobie wybrała. Wiki, ukochana sunia mamy, zdążyła nauczyć Pusię podstawowych rzeczy i odeszła...może dlatego, że było mi żal odtrącanego nowego psa zbliżyłam się do niej od samego początku, to była moja siostra, z którą płakałam, uczyłam się, bawiłam, dorastałam. Wkrótce podbiła serca wszystkich, nawet tych nierozumiejących zwierząt.

Patrząc na Pusię, która jak czołg szła przez życie bez żadnej poważnej choroby, urazu byłam pewna, że będzie to pies, który pewnego dnia swego starczego życia po prostu zaśnie. Utopia...zaczęło się standardowo od niedowidzenia i głuchnięcia, bolały stawy, ciężko było chodzić...potem guz i w wieku 15 lat wycięcie listwy mlecznej, przedziwna grzybica uszu, sztywniejące łapy, przyspieszony oddech, coraz mniej siły. Jeszcze gdy wyjeżdżałam 2 tyg temu na urlop i przekazywałam rodzicom Esika (dla którego była pierwszym "obcym" psem w życiu, który chciał ją mieć za mamę - pamiętam jak mając te 6 tyg latał do jej sutków, plątał się pod nogami...)wszystko było "dobrze" jak na starego psa...3 dni przed moim powrotem dostała gorączki, w dniu powrotu już nic nie jadła, nie chciała siadać ani się kłaść, coś bolało. Każde potknięcie, każdy ruch powodował jej "krzyki", sądziliśmy że to stawy, jakieś zapalenie. Zawołany wczoraj do domu weterynarz stwierdził ponad 40 stopni gorączki i coś, może przerzuty z sutka, na wątrobie - to ona tak boli, dał znieczulenie, kroplówkę i dziś mieliśmy zabrać ją na prześwietlenie...nie dała się ruszyć, jedynie głaskanie głowy i pyszczka nie wywoływało nieziemskich wrzasków i skarg...nie było innego wyjścia...znów zawołaliśmy weterynarza, który nie widział nadziei...na mój widok machnęła tylko raz ogonem, nie podnosiła głowy, sapała...chemiczny wyzwoliciel pozbawił ja bólu.

Jestem wdzięczna, że odeszła spokojnie, nie zasnęła sama tylko z pomocą lekarza ale w ciszy i spokoju, w znanym sobie otoczeniu, w swoim domu, na swoich poduchach, z moją dłonią na policzku. Udało mi się nie płakać do momentu gdy tata przykrył ją prześcieradłem, kiedy nie musiałam już być spokojna dla niej. Wierzę, że poczekała na mnie, nie wybaczyłabym sobie, gdyby odeszła beze mnie przy boku znajduje więc w jej śmierci jakąś pociechę, bo wiem, że mogło być gorzej, boleśniej, samotniej.

Wspominam moje życie i wszędzie ją widzę czego i kogokolwiek nie wspomnę ona też tam jest. Zawsze była i będzie.
"Nikt tak nie docenia geniuszu zawartego w twoich słowach jak twój pies" - Christopher Morley
Avatar użytkownika
sukkubi

Członek Fundacji
 
Posty: 856
Dołączył(a): Śr sie 20, 2008 10:17
Lokalizacja: Łódź

Postprzez jola » Śr maja 20, 2009 17:20

Kalinko, tak mi przykro...
W całym tym smutku i żalu po odejściu malutkiej sama zobaczyłaś coś, co pozwoli Ci łatwiej przeżyć to odejście...Ona poczekała na Ciebie, swoją przyjaciółkę, nie przechodziła na tamtą stronę sama...Każdy z nas, kto przeżył śmierć swojego czworożnego przyjaciela wie, jak trudno jest podjąć decyzję o eutanazji, dobrze, że Ty ją podjęłaś i nie pozwoliłaś by maleńka cierpiała.Wiem, jak ci jest trudno, wraz z nią odeszła część Twojego życia ale czas leczy rany, będzie lepiej, zobaczysz...
Śpij Pusiu spokojnie...
Avatar użytkownika
jola

Członek Fundacji
 
Posty: 1818
Dołączył(a): N lis 19, 2006 12:36
Lokalizacja: Łódź

Postprzez sukkubi » Śr maja 20, 2009 17:46

Dziękuję Jolu za otuchę. Pusia była z nami 16 lat, odchodziła stopniowo, nie nagle, przygotowała nas do tego - może świadomość tego pozwoli łatwiej uporać się z tym bólem i tęsknotą...jeśli może być łatwiej
"Nikt tak nie docenia geniuszu zawartego w twoich słowach jak twój pies" - Christopher Morley
Avatar użytkownika
sukkubi

Członek Fundacji
 
Posty: 856
Dołączył(a): Śr sie 20, 2008 10:17
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Tusia » Śr maja 20, 2009 20:41

Teraz znów jest zdrowa i nic jej nie boli. Szczęśliwej drogi Pusiu!
<*> <*> <*>
Avatar użytkownika
Tusia

5
 
Posty: 1544
Dołączył(a): Śr gru 05, 2007 20:52
Lokalizacja: Łódż

Postprzez katya » Cz maja 21, 2009 08:59

Biegaj sobie maleńka szczęśliwie i do zobaczenia... [*]
“Ofiarną i wytrwałą walkę z okrucieństwem wobec zwierząt uważam za walkę o godność, kulturę i wyższą cywilizację naszego społeczeństwa.” Maria Dąbrowska
Avatar użytkownika
katya

Członek Fundacji
 
Posty: 2673
Dołączył(a): Wt paź 03, 2006 21:53
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Agusia » Cz maja 21, 2009 17:54

Bardzo mi przykro i współczuje...
Każdy z nas już pewnie wie, co to znaczy stracić takiego wspaniałego przyjaciela i członka rodziny, jak ciężko się pogodzić z takim rozstaniem, ale w takich chwilach smutku i rozgoryczenia zawsze otuchę i pocieszenie przynosi myśl, że już nie cierpi, że teraz radośnie sobie biega po zielonych łąkach z TM... nasze kochane skarby już z pewnością z radością i wesołym merdankiem ogonka przyjęły Pusię do siebie i troskliwie się nią zajęły... ;) teraz wszystkie razem się bawią, biegają i patrzą na nas z za TM...
Avatar użytkownika
Agusia

3
 
Posty: 213
Dołączył(a): Cz paź 30, 2008 14:45
Lokalizacja: Nowy Tomyśl

Postprzez sukkubi » So maja 30, 2009 21:04

To niesamowite jak człowiek trzyma się przyzwyczajeń, zachowań, które sa już bez sensu...tata podświadomie zostawia dla Pusi kęsy ze śniadania, nigdy ich nie je, przechodząc obok miejsc w których zwykle spała mówimy szeptem, choć jej mata i miski są schowane omijamy ich miejsce jak czarną dziurę, gdy wchodzę do mieszkania najpierw patrze w dół w kierunku, z którego zawsze byłam witana, ręka świerzbi by otworzyć szafkę po powitalne ciasteczko...to już nie jest smutek, to bolesna pustka, dziura, ciągłe otrząsanie się z iluzji... nie, ten hałas to nie ona, ten cień to nie ona...Zwyczajem mamy było, że przed sprzątaniem sprawdzała gdzie jest Punia by nie wystraszyć jej odkurzaczem - raz z przyzwyczajenia przeszła przez pokoje pytając "Pusia, gdzie jesteś?" - w przedpokoju dopiero do niej dotarło, że już nie z nami... to tak jakby serce czuło głód i ssało.
"Nikt tak nie docenia geniuszu zawartego w twoich słowach jak twój pies" - Christopher Morley
Avatar użytkownika
sukkubi

Członek Fundacji
 
Posty: 856
Dołączył(a): Śr sie 20, 2008 10:17
Lokalizacja: Łódź

Postprzez jola » So maja 30, 2009 22:22

Kalinko, ja przez pierwsze dni po śmierci Zuzi, mojej jamniczki, nie mogłam wejść sama do pustego mieszkania, przerażała mnie świadomość, że ona mnie już nie przywita, nie ucieszy sie z mojego powrotu, no i ta pustka..
Szkielecia nie ma już z nami ponad pół roku a ja nadal wołając psy do jedzenia wołam Szkielecia. To musi potrwać nim tak naprawdę dotrze do nas fakt, że ich już nie ma...
Avatar użytkownika
jola

Członek Fundacji
 
Posty: 1818
Dołączył(a): N lis 19, 2006 12:36
Lokalizacja: Łódź


Powrót do Tęczowy Most

 



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości