Hhmm... ale to jest rodzeństwo?
Muszę powiedzieć, że Nelka robi postępy. Nadal ucieka, kiedy bawi się luzem w pokoju i nie podchodzi,ale jak sobie leży w swoim łóżeczku i się do niej podejdzie już nie nie zwiewa. Czasem trochę syczy, niekiedy się w ogóle nie odzywa

Wczoraj pierwszy raz spokojnie zamknęła oczy kiedy ją głaskałam i zaczęła głośno mruczeć

Zaczyna też brać mi z ręki zabawki i jedzenie.
Do takiego kociaka trzeba mieć po prostu trochę cierpliwości.
Jutro mija 5 tygodni od kiedy Nelly jest u nas. Jak sobie myślę co było na początku, zwłaszcza pierwsza doba (nie jadła i nie piła), pierwsze dni, kiedy nie wychodziła z klatki, kolejne kiedy robiła to tylko wtedy kiedy nikogo nie było, później tylko przy mnie, ale ukradkiem... a teraz swobodnie już przy mnie się bawi... czasem nawet jak mam Bazylka obok, to wskoczy do mnie na łóżko.
Nie znam się w sumie na kotkach, ale może taki 4 miesięczny przyzwyczai się szybciej od rocznego... No i pewnie jest to również kwestia indywidualna, zależna od charakteru...
Szkoda tych kociaków, ale dobrze, że i tak mają opiekę... ktoś się o nie troszczy, karmi... zimą pomyśli, żeby miały gdzie spać.
Jakby była potrzebna klatka to ja już ją zlikwidowałam.
Nelka nawet nie tak bardzo boi się psów, wczoraj Blacki podszedł i ją liznął w pyszczek... Nie chce jej od wszystkiego odgradzać, bo musi się przyzwyczaić, choć tylko czasem i w mojej obecności psiaki są w pokoju, żeby nie wszystko tak od razu. No ale nawet Blackuś jak mówię "nie podchodź" to po prostu się gdzieś ułoży, a ona spokojnie sobie chodzi po pokoju. Daisy jej nie zaczepia i nie podchodzi, bo troszkę się boi.
Z Bazylim też to kiepsko wyglądało... był tylko jeden wielki syk i gryzienie... a teraz koty uwielbiają swoje towarzystwo.
A ja mam tyle radości kiedy patrzę jak fajnie się bawią, albo słodziutko śpią razem
Ciekawa jestem kiedy przestanie od nas uciekać... czy da się wziąć na ręce. Zastanawiam się czy kiedykolwiek będzie takim kotkiem jak Bazyli, chętnym na rączki i do głaskania. Jest strasznie uparta
No, ale bez względu na to jak będzie cieszę się, że jest z nami, choć mi żal, że nie mogę jej wypieścić jak Zylusia, bo jest okropnie słodka!
Prześliczna koteczka!Ale diabołki są tak do siebie podobne, że czasem ciężko je odróżnić!
Jak się w końcu obronię (już w tą środę) to wrzucę jakieś fotki, bo od ponad tygodnia przygotowuję nową galerię i czyham z aparatem na ciekawsze momenty

Choć trzeba przyznać, że przy ich szybkości... z pięknego zdjęcia wychodzi czasem pusta podłoga, albo czasem kawałek któregoś tyłeczka
