 |
|
|
przez Agusia » So kwi 18, 2009 21:17
Acha, mam jeszcze pytanko
Jak się czuje moja siostra Pandusia ??
Już lepiej?? Bo Agusia mi mówiła, że Pandusia też przeszła taki zabieg jak ja dzisiaj. Ale ponoć u niej były jakieś komplikacje. Więc się o nią martwię...
-

Agusia

-
- Posty: 211
- Dołączył(a): Cz paź 30, 2008 14:45
- Lokalizacja: Nowy Tomyśl
przez Iza68 » Pn kwi 20, 2009 05:36
Mam nadzieję, ze Pestka już zapomina o zabiegu, a brzusio ładnie się goi. Najważniejsze, żeby nie przyplątała się ciąża urojona - tak, jak miała Panda - ale to raczej rzadki przypadek.
Zdziwiłam się wagą Pestki - 9,5 kg. Pestka musi być więc małym pieskiem (ze zdjęć wygląda na takiego ... średniego). Panda, mimo, ze jest drobnej budowy ma 17 kg ! To dość duża różnica jak na rodzeństwo, prawda ? Ciekawe ile waży Pedro i pozostałe siostry.
A Panda czuje się tak, jak wygląda na poniższych zdjęciach:
Biegnę !!!!
Uwielbiam las, bo tyle tam szyszek, które tak fajnie można zgryzać !!!!

-
Iza68

-
- Posty: 37
- Dołączył(a): Wt wrz 30, 2008 10:54
przez casiulka » Pn kwi 20, 2009 16:25
Witam!
Cieszę się, że z siostry Pedrusia już mają ten stres za sobą ( i ich właściciele również;)). I cieszę się, że już dobrze wszytsko!
Co do wagi Pedra to przed zabiegiem ważył niecałe 10 kg. Myślę, że teraz waży ok 11:D. Ale Pedro jest i był najmniejszym z rodzeństwa- chyba.
Pozdrawiam serdecznie!
Ps. A czy wiadomo co słychać u Prady i Paprotki?
-
casiulka

-
- Posty: 46
- Dołączył(a): N sie 10, 2008 21:20
- Lokalizacja: Łódź
przez Agusia » Pn kwi 20, 2009 18:37
Cześć - z tej strony Pestka
Dziś podreptałam na spacerek do pana doktora - szłam dzielnie i bez strachu - a co, czego się miałam bać, no nie ??  Weszłam ładnie do gabinet, potem posadzili mnie na stół i pan doktor chciał mi zdjąć opatrunek, no i się troszkę wystraszyłam i... i chciałam ugryźć w paluszki pana doktora, ale potem sobie pomyślałam, że tylko na niego złośliwie pomruczę  Troszkę zaczęłam się wyrywać, ale potem mnie przekupili mizianiem i poddałam się. Tak więc już opatrunku nie mam, popsikali mi brzuszek różnymi kolorowymi płynami - powiedział pan doktor, że to po to, żeby mi się żadne bakterie nie przyczepiły... teraz tylko za kilka dni pójdę na ściągnięcie szwów... Byłam dziś bardzo dzielna, ale łapki na pożegnanie nie podałam - a co, niech pan doktor wie, że jestem obrażona
Ogólnie mnie to troszkę swędzi, więc chciałam się wylizać, ale Agusia mnie nastraszyła, że założy mi kołnież, więc że mam długie łapki, to zaczęłam się drapkać, więc 2 dni i 2 noce z rzędu Ciągle ktoś przy mnie siedzi i co chwilę słyszę, że nie wolno się drapać - a mnie to tak bardzo swędzi... Ponoć 3 i 4 dzień po zabiegu jest najgorszy, bo najbardziej swędzi - więc zobaczymy jutro. A dziś w nocy trochę dokazywałam, bo się gorzej czułam, ale co tam, wszystko mi teraz wybaczają
Mam nadzieję, że z dnia na dzień będzie mi coraz lepiej i już się nie mogę doczekać aż zacznę znów biegać i skakać na dworze
A Panda - hm... duża wyrosła, choć na zdjęciach wygląda podobnie jak ja, choć może jest troszeczkę masywniej zbudowana niż ja  Pedro tak myślałam, że będzie najmniejszy z nas wszystkich, a i tak póki co waży więcej niż ja
Ja ogólnie dużo sobie jem, ale też dużo biegam i chodzę na baaardzo długie spacerki, więc pewnie wszystko co zjem i tak stracę biegając i szalejąc jak dzik  Może teraz troszkę przybiorę na wadze po tym zabiegu, choć jak nadal będę tyle dzikowała i chodziła, to pewnie nie bardzo się zmienię
A właśnie, jak się czuje reszta mojej rodzinki ?? Paprotka, Prada i moja mamusia Pusia ?? Co?? Odezwijcie się do nas
Do całej mojej rodzinki wesoło merdam ogonkiem 
-

Agusia

-
- Posty: 211
- Dołączył(a): Cz paź 30, 2008 14:45
- Lokalizacja: Nowy Tomyśl
przez Iza68 » Wt kwi 21, 2009 09:34
Pozdrawiam serdecznie Pestkę ( niech szybko wraca do zdrowia) i Pedrita - kawalera.
Psy na szczęście żyją chwilą i szybko zapominają o nieprzyjemnościach.
Mam z Pandą jeden kłopot - otóż, jest ona śmieciarą z nieodpartym pociągiem do znajdywania i z j a d a n i a świństw typu kupsko czy padlina. I jak juz cos takiego dorwie, to ucieka i nie reaguje na wołanie - bo wie, ze jej to zabiorę i jeszcze nakrzyczę. Doprowadza mnie tym do szewskiej pasji a nie wiem, jak ją tego oduczyć.
Moze nie powinnam krzyczeć - ale trudno mi chwalić za to psa.
Czy Wasze pieski też tak mają, czy tylko Pandusia jest czarną owcą w rodzinie ?
-
Iza68

-
- Posty: 37
- Dołączył(a): Wt wrz 30, 2008 10:54
przez alana » Wt kwi 21, 2009 15:37
oj mój Hugo z "waszej" rodziny się nie wywodzi, ale kupska to on lubi  Kupiłam mu Rumen Tabs - tabletki ze żwaczami (gdzieś wyczytałam, ze mogą pomóc) ...jak pomoże to podziele sie spostrzezeniami.
-

alana

-
- Posty: 54
- Dołączył(a): Pn gru 08, 2008 21:18
- Lokalizacja: Tychy
przez casiulka » Wt kwi 21, 2009 16:22
Hmm... Pedruś też miał etap zajadania się kupą(czasem również swoją), ale po kilku burach przeszło mu. Teraz czasem wącha kupki ale już ich nie pochłania, na szczęście, bo nie powiem żeby mi się to podobało.
-
casiulka

-
- Posty: 46
- Dołączył(a): N sie 10, 2008 21:20
- Lokalizacja: Łódź
przez Agusia » Wt kwi 21, 2009 21:35
Moja Lunka po prostu uwielbia kocie kupy... Nie dało rady jej oduczyć bo dla niej to największe smakołyki.
Moja Pesteczka też uwielbiałą zajadać się kocimi kupkami i nie mogłam jej tego oduczyć - teraz już niestety smakołyki się skończyły, bo nie ma już kotków... Poprzednia psinka też będąc szczeniakiem przepadałą się zarówno za kupkami psimi, jak i kocimi - i to właśnie smakołykami oduczyłam ją podchodzenia do kociej kuwety, ale jak chodziłyśmy na spacery, to tylko zimą uwielbiała zajadać się mrożonymi kupkami innych piesków
A Pestka na dworze póki co tylko wyniucha zawsze jakąś kupajdkę, ale jeszcze się nie zdażyło, żeby ją wzięła do pyszczola  Ale za to jak wyniucha na spacerze jakiś flak od kiełbasy, albo jakąś kość, to nie pogardzi nią, ale nauczyłam ją dzięki smakołykom, że jak tylko coś weźmie na spacerze do pyszczola, to jak ją zawołam, musi oddać i wtedy nagroda. I póki co to działa. Smakołyki zawsze mam ze sobą żebym ją mogła nagradzać za dobre zachowania na dworze
Ja za to zmagam się teraz z tym, żeby Pestka się nie drapała w miejscu, gdzie ma szwy. Jak jej założyłam kołnierz to się przestała lizać, no ale długie łapule sięgają niestety do miejsca szycia i sobie drapie. Jak ją na noc owinęłam bandazem, to 1.5 godziny był na niej, potem jakoś łapkami go ściągnęła. Całe dwie noce z rzędu ją pilnowałam, na codzień też jest non stop pod kontrolą. No ale wczorajsza noc i dzisiejsza już muszę spać, bo rano do pracy trzeba wstać, więc kombinuje co by tu zrobić, by się nie drapkała... Już jej nawet smaruje dziecięcą maścią łagodzącą na szybsze gojenie ran... Ale to starcza na 2 godziny i potem znów włącza się motorek na przemian raz w lewej raz w prawej łapuli i zaczyna się drapkanie...
Wiem, że już jest z górki, że jest coraz lepiej, ale ja już bym chciała, żeby miałą zdjęte te szwy, już się nie mogę doczekać tego dnia... A to jeszcze 7 dni  już tęsknię za tym dzikowaniem na dworze, za długimi spacerkami, bieganiem...
A wracając do Pandy, to ja bym Iza radziła nie krzyczeć, a smakołykami oduczyć zjadania tych kupkowych przysmaków. Spróbuj nauczyć Pandę, że za każdym razem jak coś weźmie na dworze do pyszczka, to na komendę "zostaw" lub "oddaj" daj jej szybko jakiś jej ulubiony smakołyk i pochwal. To na prawdę przyniosło porządane efekty w przypadku Pesteczki i mam nadzieję, że Tobie też sie uda.
-

Agusia

-
- Posty: 211
- Dołączył(a): Cz paź 30, 2008 14:45
- Lokalizacja: Nowy Tomyśl
przez casiulka » Wt kwi 21, 2009 22:05
Ja nie miałam możliwości zawołać Pedra i przekonac żeby oddał to co ma w pyszczku. Bo wyglądało to tak, że niuchał sobie co w trawie piszczy, a potem jak zauważałam, że konsumuje kupę było za późno by ją wypluł. Więc mogłam tylko zaznaczyć, że to co zrobił było nie dobre. Owszem jak jakąś kość złapał, to tak. Zdążyłam zareagować i oddawał. Ale na szczęście wyrósł z tego:D
-
casiulka

-
- Posty: 46
- Dołączył(a): N sie 10, 2008 21:20
- Lokalizacja: Łódź
przez Iza68 » Śr kwi 22, 2009 05:26
Agusia, a może spróbuj z kaftanikiem ? Jak jest dobrze zawiązany to nie ma szans, zeby pies go zdjął. Kosztuje u weterynarza około 30 zł - Panda nosiła i było OK. Teraz rana juz przyschła, goi się, więc kaftanik można założyć.
Będę musiała zastosować sposób ze smakołykiem, choć nie wiem czy zdażę - bo Panducha wciąga świńswa z prędkościa swiatła. Jeśli chodzi o kupy, to oczywiście nie zawsze i nie wszystkie - około 90 % mija spokojnie, ale czasem trafi widać jakąś wyjatkową i wtedy nie mam szans.
Ciekawe jest to, ze nawet zwykłe jadalne rzeczy znalezione na spacerze są jakos bardziej atrakcyjne, niz nawet największe delicje w misce. Mieszkamy przy takiej polne drodze będacej skrótem do pobliskiej szkoły. Często dzieci wracając do domu porzucają w krzakach niezjedzone kanapki, ogryzki itp. Panda zna juz te miejsca i na początku spaceru biegnie tam sprawdzić, czy aby czegos nie znajdzie. Czasem się uda i wtedy jest przeszczęśliwa. Z tym, ze kanapki pozwalam jej zjadać.
Do kociej kuwety też się zabierała, ale skutecznie ja oduczyłam - zdecydowanie wyrazając potępienie takiego czynu ( klapa i krzyczę). Pies po prostu wie, że nie wolno i nawet do kuwety się nie zbliża. Na powietrzu nie mam takiej władzy a i pewnie refleksu.
Kupowałam Panduni swego czasu zwykłe suszone żwacze - uwielbia te śmierdziuchy, ale nie zauważyłam żadnej poprawy.
-
Iza68

-
- Posty: 37
- Dołączył(a): Wt wrz 30, 2008 10:54
przez Agusia » Cz kwi 23, 2009 21:45
Dzisiaj byłam na kontroli u Pana doktora i usłyszałam prawie same komplementy, bo miejsce po cięciu się tak ładnie zrosło że aż sam pan doktor był zdziwiony, bo to dopiero minęło 5 dni po zabiegu, a ja już prawie nie mam szwów - tylko jeden malutki mi został, a reszta wyciągnięta  bo już ich nie potrzeba, i inaczej za bardzo by wrosły w skórkę i potem by mnie bolało przy wyciąganiu
Teraz jeszcze mam spryskane to miejsce jakimś białym płynem, dzięki któremu mnie aż tak nie swędzi. Troszkę nie lubię, jak mi Agusia smaruje tam maścią, ale co tam, cierpliwie to znoszę, tylko czasami sobie lekko mruknę
A tak w ogóle to czuje się coraz lepiej - a w nagrodę za to, że byłam taka dzielna mam pokupione dużo fajnych i przepysznych smakołyków i dostałam też dziś nowe posłanko (poprzednie zostało doszczętnie zniszczone oczywiście przeze mnie  ) i to co dzisiaj dostałam jest tak duże, że mogę się na nim kulać, rozciągać, a i tak jeszcze jest sporo miejsca
a teraz kilka moich zdjęć:
wypoczywam dzień po zabiegu z moją nową zabawką - kaczką, która już dzisiaj niestety nie ma główki - odgryzłam
a tu rehabilitacja już na świeżym powietrzu, a raczej wypoczynek, bo nie pozwalali mi biegać
no więc tak potulnie sobie leżałam i wygrzewałam się na słońcu
i było mi smutno, że nie mogłam biegać...
to na razie na tyle, idę już spać
papa i pozdrowienia dla cioteczek 
-

Agusia

-
- Posty: 211
- Dołączył(a): Cz paź 30, 2008 14:45
- Lokalizacja: Nowy Tomyśl
przez katya » Cz kwi 23, 2009 22:30
Pięknista ta Pesteczka  Panda zresztą też cudo.
A co do kaczuszki - cóż, Pesteczka chciała Cię Agusiu nauczyć, że nie kupuje się kaczuszek na cienkich szyjkach ![Smile :]](http://www.niechcianeizapomniane.org/forum/images/smilies/icon_smile5.gif)
“Ofiarną i wytrwałą walkę z okrucieństwem wobec zwierząt uważam za walkę o godność, kulturę i wyższą cywilizację naszego społeczeństwa.” Maria Dąbrowska
-

katya

-
- Posty: 2672
- Dołączył(a): Wt paź 03, 2006 21:53
- Lokalizacja: Łódź
przez Agusia » Pt kwi 24, 2009 13:15
A co do kaczuszki - cóż, Pesteczka chciała Cię Agusiu nauczyć, że nie kupuje się kaczuszek na cienkich szyjkach Smile
A tak Kasiu  Teraz już to wiem
A może jednak Pestka chciała powiedzieć, że jednak woli prawdziwe mięsko z kaczuszki, a nie tam takie pluszowe imitacje 
-

Agusia

-
- Posty: 211
- Dołączył(a): Cz paź 30, 2008 14:45
- Lokalizacja: Nowy Tomyśl
przez Agusia » N kwi 26, 2009 11:36
Wczoraj pierwszy raz od tygodnia poszłam na łąkę, gdzie w końcu doczekałam się chwili, w której usłyszałam słowa "No Pesteczka odpinamy ze smyczy"  Jak już poczułam, że jestem odpięta, to z radości nie wiedziałam gdzie mam biec, w prawo, lewo, prosto, tu pogoniłam ptaki, tam pobiegłam wyniuchać jakieś kijki do zabawy... Ah - czułam się jakbym na nowo się narodziła, uszy nastawiłam do góry, ogonek tak samo i do tego wesoło majtał - aż myślałam, że mi niedługo odpadnie
A Aga - hm, chciała te całe moje wygłupy nagrać aparatem, żeby był filmik na pamiątkę, ale ja się nie dałam  tak szybko biegałam, że rzadko kiedy można mnie było namierzyć negatywem
Po takim tygodniu chodzenia non stop na smyczy i na takie tylko krótkie spacerki, to nagromadziło mi się sporo energii... więc cieszę się, że pan doktor powiedział, że mam już ładnie zagojone i zrośnięte miejsce po cięciu i od wczoraj już mogę sobie biegać luzem, więc musiałam rozładować tą całą nagromadzoną z kilku dni energię i biegałam jak szalona  tylko mi jeszcze przez tydzień nie wolno skakać do góry za kijkami  , ale jakoś to przetrwam, skoro mogę już biegać szybko jak torpeda
Ale jestem szczęśliwa  w końcu już jestem w swoim żywiole
A śiechu było przy tym, że ho ho... Agusia stała i aż płakała ze śmiechu, a ja szalałam i szalałam
I wiecie co?? Fajnie mieć już tą sterylkę za sobą
I nie było wcale aż tak źle 
-

Agusia

-
- Posty: 211
- Dołączył(a): Cz paź 30, 2008 14:45
- Lokalizacja: Nowy Tomyśl
Powrót do W nowym domu
|
|
|