 |
|
|
przez moriaaa » Śr sie 05, 2009 13:26
Pusieńce się dzieciątka wyjątkowo udały ![Smile :]](http://www.niechcianeizapomniane.org/forum/images/smilies/icon_smile5.gif)
"Nie dyskutuj z idiotą, bo najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem..."
-

moriaaa

-
- Posty: 1945
- Dołączył(a): Śr wrz 20, 2006 21:21
przez Agusia » Cz sie 06, 2009 11:21
Oj udały, udały
I najwazniejsze, że wszystkie są szcześliwe w swoich domkach
Szkoda tylko, że za bardzo nie wiadomo, co się dzieje u reszty rodzeństwa...
-

Agusia

-
- Posty: 211
- Dołączył(a): Cz paź 30, 2008 14:45
- Lokalizacja: Nowy Tomyśl
przez moriaaa » Cz sie 06, 2009 13:52
Z tego co mi wiadomo wszystko dobrze.
Zdjęcia Paprotki-teraz Lunki wklejałam, z Pańciostwem rozmawiałam telefonicznie, są zachwyceni Lunką i kochają ją ponad wszytsko.
A zdjęcia Prady podglądałam na NK 
"Nie dyskutuj z idiotą, bo najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem..."
-

moriaaa

-
- Posty: 1945
- Dołączył(a): Śr wrz 20, 2006 21:21
przez Opiekunka » N sie 23, 2009 15:15
Witam forumowiczów
cieszę się, że dzieci Pusi spędziły fajne "wakacje" i że dobrze się miewają.
Moje suczki też miały udane "wakacje" na początku czerwca na Mazurach: z suczką moich rodziców bawiły się i szalały biegając po dużej działce (szkoda, że nie miałam wtedy aparatu fotograficznego). Ostatnio z mężem, teściami i suczkami byłam na innej działce, na której suczki relaksowały się przy pięknej pogodzie. Pusia i Pesteczka mają się dobrze
Pozdrowienia dla wszystkich miłośników czterech łap
Oto zdjęcia:
Pusia i Pesteczka poznają nową i malutką towarzyszkę
Suczki nad rzeką
Pusia przy brzegu rzeki
Pusia "poznaje" młodą kotkę
Pesteczka drzemie na trawie

-

Opiekunka

-
- Posty: 31
- Dołączył(a): Śr lis 26, 2008 18:35
przez Agusia » Pt wrz 25, 2009 08:27
Witam po długiej nieobecności na forum.
U nas wszystko w najlepszym porzadeczku, Pesteczka zdrowa, jak zawsze radosna i pełna energii do zabawy i psot
Na początku sierpnia się wyprowadzałam z bloków do Łukasza do domku z ogrodem, tak więc Pestka ma teraz do dyspozycji domek z dużym ogrodem, gdzie jak w wakacje świeciło słońce, wylegiwała się na trawniku. Oczywiście Pestka jak to przystało na figlarza, upodobałą sobie zagonki z kwiatuszkami i marchewkami i robiła wykopki z marchewek, a z kwiatków zrobiła sobie tor przeszkód i uprawia skoki przez przeszkody  ale wszystko to jest jej wybaczane jak tylko się spojrzy na to, jaka jest szczęśliwa podczas takich zabaw  za jakiś czas jak bedę miała chwilkę czasu, to wkleję kilka fotek
W ogóle Pestka nabrała postury psiaka dorosłego, bo do niedawna jak patrzyłam na zdjęciach to była jeszcze taka szczenięca, a teraz już dorosła z niej pannica
Czesto wyjeżdżamy do lasu, gdzie Pestka czuje się wyśmienicie bo można biegać, łamać i obgryzać kijki, których jest mnóstwo, ostatnio nawet szukala z nami grzybów  ale musze przyznać że tak jak ją na poczatku nauczyłam trzymania się blisko nas i przychodzenia na zawołanie, tak teraz to cały czas skutkuje. W lesie lub na łące biega, ale cały czas kontroluje gdzie jestem, nie odbiega zbyt daleko, a jak puści się za sarną, to na zawołanie odrazu przybiega - po prostu jest KOCHANA
A dziś wprowadza się do nas nowy domownik, a może nawet dwóch domowników  na czterech łapkach oczywiście
Jak mieszkałam u mamy w bloku, to dokarmiałam tam 8 kotów takich bezpańskich, dzikich. Dwa z tych kotów udało mi się oswoić w takim stopniu, że mogłam brac je na ręce. Więc dziś jeden już jest u lekarza i będzie miał obcinane jajeczka, no i po zabiegu trafia do naszego domku  taki młody 1,5 roczny kocurek - oczywiście pierwsza wersja to była, że będzie u nas po zabiegu i tylko na tymczasie aż znajdę mu jakiś domek, ale wczoraj ta decyzja się zmieniła - Łukasz i jego mama zgodzili się, że koteczek jeśli tylko bedzie chciał mieszkać z nami, to zostaje na stałe
A drugi kotek - jest schorowany i już chyba kilku letni. Wydaje mi się że miał domek, ktoś go wyrzucił jak złapał koci katar. Oczywiście na poczatku kocurek się mnie bał, więc ani nie mogłam go złapać, ani podawać tabletek. Po kilku jakimś czasie zobaczył, że jednak nie robię mu krzywdy, więc w końcu rozpoczełam podawanie leków, ale troszkę już było za późno, rzuciło mu się na słuch, oczka chyba są uratowane  no ale niestety jest przygłuchawy, nie reaguje na wołanie. Lekarz stwierdził że kocurek przeszedł też zapalenie oskrzeli i ma jakąś chorobę - więc jest na antybiotykach. Kocurek jest kochany - nazwałam go Mruczek, bo jak tylko przychodził o stałej porze na jedzenie, to w podziękowaniu za głaskanie i jedzonko bardzo głośno mruczał i mruczał i się łasił całym sobą do nas  stąd się wzięło imię. Póki co kocurek był na czas leczenia u jednej pani, która mi pomagała karmić te wszystkie koty. Ale może dzisiaj już Mruczek trafi do nas, żeby ten co bedzie po zabiegu nie czuł się samotnie i tak obco w nowym miejscu.
Ogólnie mam obawy i się denerwuje siedząc w pracy, jak to będzie, czy Pestka je zaakceptuje, czy one bedą chciały u nas mieszkać - w końcu to obcy teren, miejsce. Jak brałam Pestkę (już prawie rok temu) tez miałam takie lęki... Po prostu boję się jak to będzie. A jak nie będą chciały u nas zostać?? Jak będą miauczały żeby wyjść? Jak nie poczują że to ich domek, że nowe lepsze życie przed nimi??
Mam nadzieję,że Mruczek wyzdrowieje i będzie mógł się cieszyć nowym życiem. Zobaczymy co powie lekarz, jeśli kocurek będzie kwalifikował się do kastracji, to też pozbędzie się jajeczek. Tylko czy pozwoli na to jego wiek i stan ?? zobaczymy, póki co trudno mi określić ile ma lat, ale na młodego nie wygląda.
Normalnie zaczynam panikować jak to będzie, ale mam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży. W razie co bedę pisała do Olgi o jakieś rady, w końcu już nie mało takich dzikich kotków przygarnęła, prawda??
No to trzymajcie za nas dziś kciuki
wracam do pracy
pozdrawiam cieplutko 
-

Agusia

-
- Posty: 211
- Dołączył(a): Cz paź 30, 2008 14:45
- Lokalizacja: Nowy Tomyśl
przez katya » Pt wrz 25, 2009 09:37
Witaj Agusiu,
cieszymy się, że Pesteczka ma się świetnie. Podrap ją od nas
Fajnie, że zdecydowałaś się na adopcje kotków, nie martw się tak bardzo, na pewno wszystko się ułoży jak należy, tylko trzeba czasu i cierpliwości.
Zajrzyj tutaj - może rozwiejesz trochę swoje wątpliwości.
“Ofiarną i wytrwałą walkę z okrucieństwem wobec zwierząt uważam za walkę o godność, kulturę i wyższą cywilizację naszego społeczeństwa.” Maria Dąbrowska
-

katya

-
- Posty: 2672
- Dołączył(a): Wt paź 03, 2006 21:53
- Lokalizacja: Łódź
przez Agusia » Pt wrz 25, 2009 10:05
Jak tylko wrócę do domku, to wymiziam Pesteczkę od Was
Dzięki Kasiu za miłe słowa
Artykuły sobie poczytam jak tylko wrócę do domku
Muszę jeszcze dziś kupić sobie troszkę karmy kociej i przygotować jakieś posłanka dla tych czarnuszków
Już się nie mogę doczekać aż pojawią się w domku
Od zawsze w moim zyciu było kot, najpierw jeden, potem drugi, który w kwietniu poszedł w ostatnią drogę za TM, tylko że to były kotki wychowywane od narodzin, patrzylam jak się rodzą i tak już ze mną zawsze jakiś kotek był. Potem pojawiła się przybłęda - oczywiście nie widziała - skutek kociego kataru, nieleczonego przez właścicieli, którzy potem ją wyrzucili. Ale ona nas już w miarę znała, była udomowiona więc też było łatwiej, bo wiedziała co to kuweta, co to posłanko.
A z takim dzikim kotem będę miała doczynienia tak w domu pierwszy raz.
i to nie jest tak że ja się boję że bedzie ciężko, czy coś takiego. Wręcz na odwrót - wiem że robię dobrze, wiem że będzie pewnie trudno, że to wymaga cierpliwości, wyrozumiałości (w końcu długo przekonywałam Pesteczkę do nas i dużo z nią musiałam pracować) więc o to się nie boję.
Mam obawy tylko czy one będą chciały z nami być, czy nie będą chciały przy pierwszym wyjściu na podwórko wrócić tam, skąd są, gdzie znają tereny.
Ale mam nadzieję, że będzie dobrze. W razie co mam nadzieję, że będę mogła w problemowych sytuacjach się Was poradzić  w końcu jesteście ekspertkami w sprawach psio-kocich
no i bedą dwa, bedzie im raźniej  i Pesteczka do tego
ale będzie brygada
już widze te ich wspólne zabawy i rozrabianie 
-

Agusia

-
- Posty: 211
- Dołączył(a): Cz paź 30, 2008 14:45
- Lokalizacja: Nowy Tomyśl
przez Iza68 » Pt paź 09, 2009 10:50
Mija właśnie rok, odkąd Panda jest z nami. Bardzo się z nią zżyliśmy i choć na początku były trudne chwile, ani przez moment nie żałowaliśmy decyzji o adopcji pieska. Bez Pandy nie wyobrażamy sobie w ogóle domu - jest już nasza, my jesteśmy jej i żeby tak było przez następne długie lata !
Zmiany, które w ciągu tego roku zaobserwowałam u Pandy to:
▪ jest znacznie śmielsza niż na początku - każdego wchodzącego do domu wita szczekaniem lub - jeśli to „swój” - machaniem ogona i podskokami , pierwsza sprawdza, kto idzie i co się dzieje;
▪ psica się rozszczekała - tak jak wcześniej w ogóle nie wydobywała z siebie głosu, tak teraz lubi sobie poszczekać, pomruczeć, skomleć i w ogóle „dźwiękować”
Natomiast zachowania stałe, należące do Pandusiowych dziwactw, to :
▪ wynoszenie z miski wszystkich kawałków większych niż 1 cm3 i zjadanie ich np. na dywanie w dużym pokoju, w ogródku lub w ogóle gdzie indziej. Co smaczniejsze skarby uwielbia zakopywać. Gdy dom zamknięty, tez sobie radzi - najchętniej wtedy zakopuje w pościeli. Tak więc zdarza mi się od czasu do czasu odkryć np. kawałek surowego serca wołowego pod poduszką ........
▪ gdy się cieszy, to koniecznie musi mieć coś w pysku. Koniecznie - łapie wtedy , co się nawinie (jeśli wita w przedpokoju, to jest to najczęściej jakiś but ) i krąży z tym czymś machając ogonem. Radość bez złapania czegoś w pyszczek jest niepełna.
▪ strach przed spacerami, gdy jest ciemno. Panda boi się zwłaszcza świecących reflektorów przejeżdżających samochodów, nawet daleko. Mieszkamy przy spokojnej, oddalonej od głównych, ulicy, ale nawet tu wyjście po zmroku to wielki wyczyn. Nadchodzi zima, długie wieczory - będziemy trenować i znowu oswajać psa z ciemnością - bo przez lato zapomniała, że po zmroku na spacerze też można przeżyć.
▪ niezależnie od pory roku wczesne chodzenie spać – to znaczy, po 22 nie ma siły, żeby wyciągnąć Pandę z domu. Gdy czasem późnym wieczorem ktoś z nas chciałby jeszcze wyjść z psem, to nie ma mowy. Wołanie na spacer i kuszenie smyczką nie przynosi efektów. Panda patrzy na nas jak na wariatów i po prostu odmawia wyjścia. Poza tym, jak każdy pies, uwielbia spacery, buszowanie po krzakach i psie towarzystwo.
▪ kocha, no wręcz uwielbia ....... kawę. To dla niej największy delikates i smakołyk. Nie wiadomo skąd jej się to wzięło. Gdy ktoś z domowników siada z kubkiem kawy (a pijemy taką prawdziwą, z fusami), od razu Panda jest przy nim i nie ma siły, żeby jej trochę nie dać.
Swoich zwyczajów Pandka ma mnóstwo (o znoszeniu różności do legowiska pisałam kilka postów wcześniej) i przez to często nas rozśmiesza. W ogóle wnosi do domu mnóstwo radości i ciepła. Bo to taki dobry, miły pies. Nie jest szkolona  i nie potrafi wykonywać różnych poleceń, nie zawsze też przychodzi na wołanie, ale gdy trzeba (a ona sama jakoś wie najlepiej, kiedy to) doskonale ocenia sytuację i zachowuje się odpowiednio. Podam przykład : w zeszłym tygodniu, w środku spaceru, nagle napadły mnie „korzonki” - to znaczy, schyliłam się, by pogłaskać małego pieska również spacerującego po łące i ..... już nie mogłam wstać. Nie miałam przy sobie telefonu, nie mogłam zadzwonić po transport / pomoc więc sama jakoś, jak kaleka, ledwo idąc z bólu, musiałam doczołgać się do domu - a jest to kawałek, w tym bardzo ruchliwa ulica do przejścia, więc pies na smyczy. Mówię do Pandy - „Idziemy Panduś bardzo pomalutku” a ona - zazwyczaj węsząca, ciągnąca, do tyłu lub do przodu - tym razem szła równiutko, pomału, dostosowując swój krok do mojego żółwiego tempa. Taki mądry pies !!!!
W pierwszą rocznicę adopcji pozdrawiamy serdecznie wszystkich ludzi FUNDACJI , a ich podopiecznym życzymy dobrych domów !!!!! Iza i Panda
-
Iza68

-
- Posty: 37
- Dołączył(a): Wt wrz 30, 2008 10:54
przez katya » Pt paź 16, 2009 13:22
Niestety, Pradunia musi szukać nowego domu...
Szukamy dla suni domu bez małych dzieci.
"Witam:(
Prada jest pieskiem bardzo wesołym i żywym.Ma ok 2 lat i jest wielkości
golden retrivera.Niestety stosunek do dzieci ma dosyć niepewny dlatego
szukamy jej domu bez dzieci, jest też duża i ciężka i nie zwraca
zupełnie uwagi na małe istoty. Jest nauczona zostawania sama w domu i
jeżeli zapewni jej się dłuższy spacer przed wyjściem to na pewno nic nie
zniszczy , jak każdy pies nie może się nudzić. Nie nadaje się do kojca,
ponieważ mieszka w domu i nie jest przyzwyczajona do zimna. Bardzo lubi
mieć kontakt z ludzmi i w stosunku do dorosłych nie wykazuje agresji,
tak samo do zwierząt, aczkolwiek małemu zwierzęciu może zrobić krzywdę w
czasie zabawy. Jest po sterylizacji. Przeszła podstawowe szkolenie, i
jest jej potrzebna osoba bardzo konsekwentna.
Dziękuję bardzo za pomoc i bardzo przepraszam:( "

“Ofiarną i wytrwałą walkę z okrucieństwem wobec zwierząt uważam za walkę o godność, kulturę i wyższą cywilizację naszego społeczeństwa.” Maria Dąbrowska
-

katya

-
- Posty: 2672
- Dołączył(a): Wt paź 03, 2006 21:53
- Lokalizacja: Łódź
przez sukkubi » Pt paź 16, 2009 13:32
Jest przepiękna, będzie dobrze...
"Nikt tak nie docenia geniuszu zawartego w twoich słowach jak twój pies" - Christopher Morley
-

sukkubi

-
- Posty: 856
- Dołączył(a): Śr sie 20, 2008 10:17
- Lokalizacja: Łódź
-
przez Agusia » Pn paź 19, 2009 11:05
Biedna Prada...Cały rok przebywała w swoim nowym domku i dopiero teraz opiekunowie zauważyli, że jednak nie może z nimi zostać??
Nie można jej jakoś wyszkolić, popracować nad nią, żeby jednak mogła przebywać razem z dziećmi??
Nie wiem, jakoś nie potrafię tego zrozumieć...
Ale Prada jest ślicznym pieskiem, zupełnie nie podobna wizualnie i wielkością do Pesteczki... Na pewno znajdzie szybko nowy domek, bo jest prześliczna  i tego jej życzę.
Hm...Pestka jak pojawiły się u nas miesiąc temu dwa kocurki, to też początkowo je przeganiała, odganiała od jedzenia, warczała na nie i też mogłam się poddać i stwierdzić że jednak nie, ze koty wracają z powrotem na ulicę, ale... nigdy bym tak nie mogła postąpić. I cierpliwość, wytrwałe szkolenie Pesteczki przyniosło efekty  Starszy kocurek (Mruczek) może się spokojnie przechadzać po całym domku, a młody wariat Węgielek bawi się i szaleje z Pesteczką przemeblowując nam cały dom, a jak sa na dworze, to aż się kurzy, jak dla zabawy gonią się w koło domu, a na koniec zmęczony Węgielek z Pestką siedza razem pod drzwiami i czekają, aż je wpuścimy do domku
Tak więc ja wychodze z założenia że cierpliwość i konsekwencja zawsze dają porządane efekty
A jeśli chodzi o kocurki - już teraz wiem, ze niepotrzebnie panikowałam  Koteczki się u nas od razu zaaklimatyzowały, poczatkowo oczywiście myliły nasz nowy dywan z trawką i czesto był "zmoczony", potem stawały do kuwety, ale zamiast robić w nią, to robily obok, ale to też przetrwaliśmy, a teraz już jest wszystko w porządeczku - kotki są kuwetkowe  nauczyły się
Trochę się bałam jak po dwóch tygodniach pobytu u nas wypuściłam je na podwórko, oczywiście w obróżkach, głodne zeby wróciły zaraz na jedzonko i metoda się sprawdziła - wiedziały gdzie wrócić  Więc znów nie potrzebnie wszyscy panikowaliśmy w domku
A i przez Mruczka nauczyłam się robić zastrzyki, bo musiał dostawać antybiotyk w zastrzykach, bo w tabletkach nie pomagały. I już nasz czarny kolega wychodzi z ostrego zapalenia oskrzeli, już mniej kaszle, mniej kicha  jak już będzie zupełnie zdrowy, to czekają nas badania krwi na białaczkę - mam nadzieję, że to tylko przez ten stan zapalny lek. wet. podejrzewa u niego białaczkę, że wyniki krwi jednak będą dobre
A dziś kastrujemy kolejnego kolegę Pestki  zamieszkał 2 tygodnie temu u mojej mamy. Poszłam jak zwykle karmic blokowe koty, a tu jakiś nowy, który już się od kilku dni pałętał pod blokami, widać było że to czyjśc, bo był zadbany. Ale kilka dni na dworze zrobiło swoje, nie radził sobie. Tak więc stwierdziliśmy, ze został wyrzucony, bo nikt z sasiadów się do niego nie przyznawał. No ale skądś się pojawił... Tak więc karmie i karmi i od razu ktoś mi hop na kolanka, wtulil się pod moją kurtkę i nie mysli o wyjściu. Szkielecik i skóra... no i co miałam zrobić... Zabrałam go z tego zimnego dworu, inne dzikuski jakoś sobie radzą, wskoczą na noc do piwnicy obok ciepłych rur i jest im ciepło, a ten biedak nie mógł się odnaleźć, no więc szybka decyzja i już był w mieszkaniu u mamy. Od razu zaczał chodzić za mamą, wskakiwal jej na kolana, łasił się do niej, chciał być głaskany. Najpierw oczywiście chciałam go zabrać do siebie do domu, no ale jak widziałam jak sie do mamy tuli, to zaczęłam ją przekonywac i przekonywać i został u niej  kotek ewidentnie udomowiony, bo jak dostał kuwetke ze żwirkiem, to od razu hop i już załatwił swoje potrzeby  wiedział w czym rzecz.
No nic kończę, bo to w sumie miejsce, w którym powinnam pisać o Pesteczce, a nie o naszych nowych domownikach, no ale to wszystko się wiąże z nią
Obiecałam już jakiś czas temu zdjęcia, i będą, ale jak znajde troche czasu, bo teraz ciągle jestem zabiegana.
A Pesteczka - jest cudowna, kochana, wspaniała i pochwał na nią nie ma końca  jest po prostu taka, jak opisałyscie ją na samym początku:
" PESTKA- nasza malutka piłeczka, bardzo skoczna, zwinna..taka pchełeczka z niej. Również bardzo ciekawska mała dziewczynka"
I to sie zgadza 100 %  nic dodać nic ująć
pozdrawiam 
-

Agusia

-
- Posty: 211
- Dołączył(a): Cz paź 30, 2008 14:45
- Lokalizacja: Nowy Tomyśl
przez casiulka » Pn paź 19, 2009 12:59
Całe szczęście w tym całym nieszczęściu, że Prada trafiła z powrotem do fundacji a nie na ulicę. W opisie zamieszczonym na forum jest informacja, że przeszła jakieś szkolenie. Może więc nie jest do końca tak, że oddano ją tak po prostu. Tym bardziej że nastąpiło to po roku aż. Więc nie chce mi się wierzyć, że można z lekkim sercem oddać psa, tak po prostu.
Fakt faktem Prada jest prześliczną sunią( z resztą jak cała rodzinka) więc myślę, że znajdzie nowy, odpowiedzialny domek.
A jeśli chodzi o Pedra... to okazał się alergikiem. Któregoś razu po powrocie ze spaceru porannego zauważyłam, że zaczyna puchnąc mu pyszczek. Pojawiły się czerwone plamy na pyszczku, łapkach i brzuchu. Szybka interwencja u weta, wapno dożylnie i inne leki i Pedro zaczął dochodzić do siebie. Ale strachu się najadłam co niemiara. Teraz na szczęście jest dobrze wszystko, a Pedro jest najsłodszym stworzeniem na świecie. I bardzi jestem szczęśliwa, że Go mam!
Pozdrawiam serdecznie:)
-
casiulka

-
- Posty: 46
- Dołączył(a): N sie 10, 2008 21:20
- Lokalizacja: Łódź
przez Agusia » Pt lis 20, 2009 23:20
Cześć
To jest Pesteczki przyjaciel od biegania i psotek w domku
Czasami tak się gonią, że dywany zmieniają swoje miejsce położenia, a kwiaty się przewracają  Ale przynajmniej jest wesoło
Węgielek:
Kolejnym razem wstawię zdjęcia drugiego Pestkowego towarzysza - Mruczka, tylko że jemu bardzo cięzko robi się zdjęcia - niestety nie jest fotogeniczny...
A poza tym, to u nas wszystko w najlepszym porządeczku  dużo spacerujemy z Pesteczką, bawimy się - apetyt też dopisuje. Na szczęście alergii na jedzenie nie ma.
No i oczywiście Pesteczka uwielbia się wylegiwać na naszym łóżku - wygodna pannica się z niej zrobiła
A jak wracam z pracy - to już czeka na mnie przy bramie i wesoło merda ogonkiem
pozdrawiamy 
-

Agusia

-
- Posty: 211
- Dołączył(a): Cz paź 30, 2008 14:45
- Lokalizacja: Nowy Tomyśl
Powrót do W nowym domu
|
|
|