U znajomej karmicielki na podwórku pojawił się kociak mniej więcej 2,5 miesięczny, w odróżnieniu od innych podwórkowców całkowicie oswojony i miziasty. Malec pcha się na ręce i głośno mruczy, ociera się o nogi. Pani Ania wzięła go do weta, został odrobaczony, odpchlony, dostał antybiotyk bo trochę kichał, ale teraz jest już zupełnie zdrowy.
Śpi w kociej budce, których kilka stoi na podwórku. Pozostałe koty raczej się nim nie interesują, a jego interesują dwie rzeczy: ludzie i jedzonko.
Niestety wyłazi też poza teren, a zaraz za bramą jest jezdnia – niezbyt ruchliwa, ale uczęszczana.
Generalnie jednak chodzi o to, że zmarnuje się na podwórku – to typowy kociak domowy. Pani Ania nie może sobie pozwolić na więcej zwierząt, a mój tymczasek Pinio vel Tygrys jeszcze sieje wirusy.
Maluch jest burakiem z białym – ma białe skarpetki i białą kreskę na nosku. Jak tylko uda mi się skombinować fotki, to będą, na razie pozostaje uruchomić wyobraźnię
Wpisałam go na miau, a teraz tutaj. Cuda się czasami zdarzają...



















