Teraz czas na Marsa.
Jego życie w ciągu ostatnich kilku miesięcy zmieniło się diametralnie. Trafił bowiem wprost z budy do... mojego łózka

To co dla innego psa było by wielkim szczęściem dla Marsa okazało się być sytuacją trudną, stresogenną i uciążliwą. Bowiem w tym łóżku nie spał tylko ze swoją Pańcią ale też z Obcym! Najgorsze że obcy jest facetem. Tak jak się spodziewaliśmy początki były na prawdę trudne a postępy powolne. Przez pierwsze dni Mars warczał na najmniejsze poruszenie się Roberta a każde przejście z kuchni do pokoju odbywało się tylko w mojej asyście. Mars warczy głosem niskim i głęboki jak przystało na 30 kg psa. Ale Mars nigdy, przenigdy nie ugryzł, nawet jeśli nie mógł uciec, był zapędzony w kozi róg. Jest na prawdę wystraszony, mimo to nigdy nie agresywny. Ja jestem dla niego uosobieniem bezpieczeństw. Przez pierwszy miesiąc nie odstępował mnie na krok, zawsze przy mnie, przyklejony do moich nóg, schowany za mnie. Potem nauczył się zostawać w tym samym pomieszczeniu co Robert kiedy ja szłam np do kuchni. Ale zawsze woli pójść za mną. W końcu przy mnie jest bezpieczny... Nadal czasem potrafi wpaść w lekką panikę kiedy ma się z Robertem minąć w drzwiach.
Nie mniej trzeba przyznać że postępy są. Przede wszystkim musiał się nauczyć zostawać z facetem na około 9-10 h dziennie bo ja wychodzę do pracy. Więc jest karmiony, wypuszczany na podwórko i wpuszczany (!) przez Roberta. Ta codzienność pozwoliła im dojść do względnego oswojenia. A teraz to co mnie zadziwia. Kiedy ja jestem w domu Robert jest dla Marsa nadal dosyć przerażający ale gdy mnie nie ma sytuacja wygląda zgoła inaczej. Szczególnie kiedy Roberta odwiedza jakiś znajomy. W obliczu obcego faceta Robert nagle staje się bezpieczną przystanią

W końcu to zawsze jego wróg, zna go. Zawsze to lepsze niż wróg nieznany. Wtedy pozwala się głaskać i miziać. Kiedyś wchodzę do domu a oni razem śpią wtuleni na kanapie

Niestety kiedy pojawiam się ja to wszystko się zmienia.
No ale wszystko idzie po woli w dobrą stronę. Jestem dobrej myśli.
Dodatkowo Mars siła rzeczy musi stawić czoło gościom. Byli już u nas właściciele Delicji wraz z sunią (czyli Marsową siostrą), kolega Roberta z suką Sabą, Asiodaniele, Olga. Mars przeżył też Sylwestra (z 10 innymi osobami). Przez pierwsze dwa miesiące w sytuacjach bardziej stresowych dostawał żel uspakajający ale teraz w zasadzie go nie potrzebuje.
Żeby nauczyć go wiary w siebie i trochę niezależności w nocy śpi razem z Lunką w innym pokoju. Na początku to był dramat. Rozdzielony ze swoją Panią, całe noce nie spał zaglądając przez szybkę w drzwiach. Kiedy któreś z nas chciało wyjść Mars nie bacząc zupełnie kto wychodzi wpadał do środka niczym taran przewracając grzejnik i niejednokrotnie nas. Ale teraz już wie gdzie śpi w nocy i oswoił się z tą sytuacją. No i nie wciska się pod biurko kiedy ja przy nim siedzę tylko leży w swoim pontoniku (mimo że jest wtedy równo między mną a Robertem a nie schowany za mną

). Nie wiem na ile Mars się ,,wyprostuje''. Wiem że gdyby trafił w ręce doświadczonej i spokojnej kobiety (niezamężnej!) ta ma szansę być wspaniałym psem domowym. Mars nie załatwia się w domu, może sam zostawać, chodzi na smyczy, pięknie się bawi piłkami, jest radosny i uśmiechnięty.
No i to tyle. Foty w dowód że Mars domowym psem został








Tutaj zaprzyjaźnia się z Sabą: schroniskową suką naszego znajomego:

A tutaj fotki z lata:


