
Nie wiem, w jaki sposób trafił na nasze osiedle,czy przywędrował sam i nie miał już siły iść dalej, czy też, co zdarza się coraz częściej, został tu porzucony. Widywałam go ciągle w tym samym miejscu, niedaleko mojego bloku, siedzącego lub leżącego nieopodal krzaków, które stały się jego schronieniem.Wraz z sąsiadami zanosiliśmy mu jedzenie,podchodził do miski dopiero, gdy my się oddalaliśmy. Bał się innych zwierząt,gdy podbiegały do niego, chował się w krzakach...
Któregoś dnia zaczął padać deszcz, zrobiło się bardzo chłodno, mokro i zimno. poszłam z jedzeniem do maluszka i zastałam go leżącego,trzęsącego się z zimna i mokrego od deszczu. Leżał przy wejściu do klatki schodowej, usiłując tam znaleźć schronienie przed deszczem. Przeganiany przez lokatorów bloku uciekał, by po chwili wrócić i próbować zagrzać się na maleńkim skrawku suchego betonu. Zwinięty w kłębek, zziębnięty, zrezygnowany, nie protestował, gdy zbliżyłam się do niego ze smyczą.Chyba już nie miał siły uciekać, poddał się, patrzył tylko skulony, czy moja wyciągnięta ręka nie spadnie na jego plecy w postaci razów.
Musiał być bity...
Ma na imię Keksik, już jest bezpieczny, przebywa w hoteliku pod troskliwą opieką Pani Izy. Jest nadzwyczaj grzecznym, posłusznym pieskiem.Pięknie chodzi na smyczy, łagodny w stosunku do innych zwierząt, wręcz poddańczy w stosunku do człowieka. Dostał szansę na nowe życie i chce ją wykorzystać pokazując, jak bardzo kocha ludzi. Swoją postawą w stosunku do człowieka woła: będę z tobą do końca moich dni, tylko mnie pokochaj...
I nie bij...
Szukamy najlepszego domku dla tego doświadczonego przez los i złych ludzi psiaka.





















