Piszę na gorąco bo właśnie znaleźliśmy nasz mały skarb. Rzecz tyczy średniej czarnej kudłatej z Konina co zaginęła 23/06/2008...w załączniku fotka naszej małej odpoczywającej po trudnych 4 dniach...Zaginęła 120km od domu w obcym mieście i mieliśmy różne scenariusze co jej sie stało...mogła zginąć, mogła puścić się w droge do domu, mógł ją ktoś złapać...W chwili gdy w pogoni za nią nam znikneła z oczu szybka reakcja znajomych widać przyniosła skutki. Masa ulotek w sklepach na słupach, drzewach, klatkach schodowych w miejscach gdzie były informacje iż tam przebywała...W każdym nowym miejscu jej pobytu dowieszaliśmy kolejne ulotki. Ogłoszenia w radio, w telewizji kablowej,ogłoszenia w każdym nawet najbzdetniejszym portalu. Oczywiście niezawodna nasza-klasa.pl i pomoc ludzi...Zrobiliśmy szum w mieście i pies nie był anonimowy-kojarzono ją i dawano nam znać...Odbyły się dwie pogonie po torach kolejowych ruchliwej trasy kolejowej, nocne pobudki i poszukiwania wytężone gdy spokojniej na ulicach...Podziałało...Niemniej adnotacja o nagrodzie pieniężnej poskutkowała większym zainteresowaniem ludzi...Warto podawać takie rzeczy...Każdy telefon o rzekomym jej przebywaniu sprawdzaliśmy na gorąco...Dziś kolejny telefon niczym nie różniący się od pozostałych w tej sprawie...Zadzwoniła przemiła pani że widzi zmeczonego wystraszonego pieska leżącego w krzakach przy szkole...Tak to ona!!! Z początku niechętnie po chwili wpadła nam w ramiona.Śmierdząca, spragniona, wygłodniała. Najważniejsze że cała zdrowa i wreszcie szcześliwa tak jak i my. Zadziwiła nas niezmiernie. Zaledwie kilka godzin przebywała w nowym miejscu. Poradziła sobie a jej instynkt nie pozwalał jej daleko odejść. Przyznać musimy że w związku z jej chorobą i czasem który nieubłagalnie mijał posłużyliśmy się nawet wróżką. Czy się zgadzało to co nam powiedziała?? Trudno ocenić, jednak uspokoiła nas wszystkich i to też ważna sprawa w te szalone , ciężkie dni.
Dziękuję wszystkim Wam którzy nam pomogliście, którzy niezignorowaliście. Dziękuję cudownym znajomym których bez problemu mogę teraz nazwać przyjaciółmi. Historia naszej Fortuny to historia poprzeplatana cierpieniem i radością. Piesek początkowo wychowywany w pewnej rodzinie stał się zbędną "zabawką" . Trafiła do schroniska we Wrocławiu. Tam 2,05,2001 r. adoptowaliśmy ją i staraliśmy się pomóc jej wymazać rud i cierpienie. Chcieliśmy dać jej do zrozumienia iż kochamy ją a ona odwzajemniła to potysiąckroć. Teraz my również poradziliśmy sobie i jesteśmy z niej niezmiernie dumni.
Warto zaangazować się w poszukiwania z całego serca i warto nie tracić nadziei.
Jeszcze raz dziękujemy
Wolscy z Fortuną
